Wlasnie obejrzalam sobie clip Jay Sean-do you remember i tak sobie zatesknilam za tym romantyzmem i magia na poczatku zwiazku. Nie narzekam na swoj zwiazek bo jestem jaknajbardziej z niego zadowolona jednak wtedy bylo inaczej(nie gorzej, ale inaczej). Pamietam jak sie calowalismy w ciemnych uliczkach, jak wstydzilam sie chwycic P za reke...
Czy Wy tez macie takie wrazenie?
Kinia jest inaczej, to prawda
Początki z A. były cudowne, może fakt, byliśmy wtedy dziećmi, ale nie zmienia to faktu, że były to naprawde piękne chwile.
Teraz dorośliśmy, dojrzeliśmy, jest tak samo cudownie, ale właśnie inaczej
Zawsze mnie nachodzi na takie reflekcje kiedy P jest na nocce Ahh te nasze Polowki Chyba jestem bardziej zakochana niz mi sie wydaje. Dobrze ze nie slepo
Kinia Ja z moim R dopiero rok razem jesteśmy ale czasem tęsknie właśnie za tym czasem kiedy się na nowo odnaleźliśmy, za motylkami w brzuchu, za pocałunkiem pierwszym, strachem kto kogo ma za rękę chwycić. Teraz po roku bycia razem, i miesiącach mieszkania ze sobą wszystko jest takie na miejscu i ułożone.
Pamietam jak P podjechal po mnie na dworzec z piskiem opon, otworzyl drzwi, powiedzial "Czesc Kochanie" i ruszyl z piskiem opon. Czulam sie uskrzydlona. Wtedy slowo Kochanie konczylo sie rumiencami na mojej twarzy. To byly super czasy!
Teraz pewnie bede miala takie motylki tylko jak mnie o reke poprosi
Ja coraz częściej zastanawiam się jak to bedzie, kiedy zamieszkamy razem. Gdzieś tam w środku się boję, to na pewno, ale chyba normalne, bo strach przed nowym jest zawsze.
Nie mamy problemów, jak spędzamy ze sobą weekendy i widujemy się praktycznie każdego dnia po południu.
Przyznaję, że nie jest już jak na początku, ale ciągle mamy swoje rytuały, ciągle się zaskakujemy i nie brakuje miejsca na gesty miłości. Po wspólnym zamieszkaniu dojdą jeszcze problemy, ale już teraz sporo robimy razem, więc chyba nie ma czego się obawiać. We dwoje damy radę.
Jak już będę po, to na pewno opiszę wrażenia, póki co mogę tylko się domyślać.
Na pewno będzie więcej czasu na jakieś swoje sprawy. Z D. czasem rozmawiamy, że teraz to sam dojazd i fakt, że się widzimy sprawia, że ja albo On nie zawsze mamy czas na zrobienie czegoś co robilismy nim byliśmy razem. Jak to określiliśmy - wrócimy do normalności. Każde będzie mogło robić to co kiedyś, ale jednoczesnie będziemy mieli siebie tuż obok i to będzie najfajniejsze.
Dołączyła: 27 Maj 2010 Ostrzeżeń: 1 Posty: 139 Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią 28-05-2010, 17:11 Temat postu:
Ja z moim P. mam trochę oryginalną sytuację, bo praktycznie nie mieliśmy tego czasu "przed", zamieszkaliśmy razem niemalże od razu. Wtedy wydawało mi się to zupełnie szalone, ale dziś jesteśmy (i mieszkamy) ponad rok razem, i mimo różnych małych upadków mamy przede wszystkim wzloty i jest pięknie w naszym mieszkaniu nie ma rutyny, bo każde z nas ma swoje pasje i swoje zajęcia, dlatego nie siedzimy sobie na głowie, ale jesteśmy zawsze blisko. Oczywiście robimy mnóstwo rzeczy wspólnie jak choćby rytualne wspólne gotowanie:) i wiele wiele innych
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 29 Maj 2010 Posty: 4
Wysłany: Sob 29-05-2010, 20:22 Temat postu:
U mnie też nie było czasu przejścia między randkowaniem a zamieszkaniem ze sobą To stało się spontanicznie, zupełnie z dnia na dzień, moje mieszkanie przez rok stało puste, zjawiałam się tam czasami raz na kilka tygodni
Razem 4 lata, w tym czasie już 3 razy zdążyliśmy się przeprowadzić
Muszę popracować nad tymi motylkami, wszystko stało się takie zwyczajne
My również zbyt długo nie randkowaliśmy, bo po pół roku zamieszkaliśmy razem. Co się zmieniło?
Napewno inaczej zaczęłam patrzeć na niego, bo "wyszły" jego wady, których wcześniej nie widziałam.
Poza tym nigdy nie zamieniłabym spania osobno z tym teraz - zasypiamy razem i budzimy się razem
Każdy etap bycia z kimś jest cudowny. Oczywiście te pierwsze chwile są najbardziej intensywne, ale same się zastanówcie czy teraz nie jest też pięknie. Wiecie, że macie przy sobie osobę,którą znacie i ufacie jej. Ja po zamieszkaniu z M poczułam się po prostu bezpieczniej. Byliśmy ze sobą 4 lata zanim to nastąpiło, więc naprawdę poczuliśmy ulgę. Wiadomo, nie ma co ukrywać, że czasami pewne sprawy nas denerwują, ale chyba na tym polega bycie przy kimś, żeby wspólnie rozwiązywać te problemy. Ja na przykład nie mogłam się doprosić M o mycie naczyń. Aż pewnego dnia powiedziałam, że też mi się nie chce. Po tygodniu w kuchni zaczęło śmierdzieć i w końcu umył . Chyba nauczyłam się z większą rezerwą i luzem podchodzić do życia. Teraz jest super ! Mam nadzieję, że nigdy tego nie zepsujemy ( to mój lęk życiowy numer 1) .
Nuda czasami też się wkrada, ale wtedy ubieram się i idę do koleżanek, siadam przed komputerem, albo czytam. Normalne jak to w życiu. Pomyślcie jaka byłaby nuda gdybyście mieszkały same
Zgadzam się, nuda zawsze się wkradnie. Ale właśnie trzeba umieć z nią wygrać. My lubimy czasami pobyć sami ze swoim hobby...ja czytam on ogląda mecz..i jest super. A są i chwile kiedy nie wstajemy z łóżka cały dzień.
Po zamieszkaniu zmieniło się wszystko, może dlatego, że zamieszkaliśmy ze sobą dopiero po ślubie. Jednak mogę z całą pewnością stwierdzić, że byliśmy tą parą, którą ominęło tzw. docieranie się. Oboje poszliśmy na pewne kompromisy i zaakceptowaliśmy te wady których nie dało się zmienić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach