Ramirezko to strasznie smutne co piszesz ... ... Ale wiesz ... z drugiej strony lepiej, że teraz to wyszło na jaw niż gdybyście zamieszkali ze sobą dopiero za parę lat ... po ślubie ... Dlatego jestem zdecydowaną zwolenniczką mieszkania razem żeby się lepiej poznać ... i sprawdzić, czy naprawdę jesteśmy zgrani, czy tylko kiedy widujemy się raz na jakiś czas...
Ja właśnie jestem na etapie decyzji ... Może już wkrótce ... Ale trochę się boję ... Jesteśmy razem już ponad 2 i pół roku ... Nasz związek nigdy nie był, że tak powiem "nudny" Czasem był bardzo trudny ... wyboisty ... wystawiony na wiele prób ... Ale mimo to ciągle jesteśmy we dwoje ... I choć wiem, że dzięki tym próbom jesteśmy silniejsi, a on sprawdził się w tak wielu sytuacjach ... w których okazywało się, że jest pierwszą osobą na którą mogę liczyć zawsze ... To jednak boję się trochę ... czy mieszkanie razem się sprawdzi ... czy coś zmieni bezpowrotnie ... Nie wiem skąd tyle we mnie lęku ... Nie chcę tracić tej magii ... I nie chcę znowu się zawieść ... ... Głupie to, ale się boję ...
M_algo_s, Twoje obawy są zrozumiałe, ale myślę, że skoro Twój partner sprawdził się dotąd w trudnych sytuacjach, to po zamieszkaniu razem Cię nie zawiedzie.
Mój facet nie był dla mnie wsparciem nawet przed wspólnym zamieszkaniem, ale gdzieś tam miałam nadzieję, że wszystko zmieni się na lepsze, gdy razem zamieszkamy. Przeliczyłam się, ale dałam temu szansę mimo wcześniejszych już rozczarowań.
Już niedługo minie 5 lat jak mieszkam ze swoim chłopakiem i na nic bym tego okresu nie zamieniła... A teraz z oczekiwaniem czekamy na ślub, który będzie niebawem...Dziewczyny pamiętajcie, że nigdy nie poznacie się bardziej ze swoimi partnerami dopóki nie zamieszkacie razem...
A ja chyba odejde włozyłam w nasz dom serce miłosc coraz wiecej jest sprzeczek prosze mówie chce porozmawiac i nic kocham chociaz coraz wiecej płacze moze jestem nieszczesliwa coraz mniej mnie cieszy ostatnio kupiłam toaletke bardzo mu sie podobała o zakupie zdecydowalismy razem, sex to juz chyba nie ma znaczenia ja tak on nie przywiazuje do tego uwagi przytula i to ma mi wystarczyc jeszcze nie wiem co zrobie jak odejde jak sobie poradze moze to ja jestem ta konfloktowa.
smutno to brzmi rubin 62... a ile mieszkacie ze sobą, jesteście po ślubie itd ? my mieszkamy razem mniej wiecej rok i 7 miesięcy... pamiętam że przed tym szalałam z radości gdy mogliśmy spędzić noc razem... teraz gdy się pokłócimy uciekam do małego na fotel B. oczywiście za mną idzie i mnie przynosi i tuli itd no ale zawsze jest to inaczej skarpetki też mnie wkurzają i to że zamiast wynosić śmieci to je wystawia na balkon, bo niby rano mu się speiszy i nie ma czasu i że mówi że coś zrobi na pewno po czym jest niezrobione a mnie to tak wkurza ze muszę sama... przed wspólnym mieszkaniem nawet jak sie kłóciliśmy to marzyłam by z nim mieszkać itp... teraz czasem chcę wyjechać i od niego odpocząć... tzn wiem że go kocham i ze bedziemy razem na dobre i na złe ale nie jest tak łatwo jakby się mogło wydawać mamy do siebie różne ale , jednak staramy się problemy rozwiązywać i dogadywać by było jak najlepiej
Co sie zmienilo po zamieszkaniu razem - Poznaliśmy się zdecydowanie lepiej, swoje złe i lepsze strony, swoje nastroje. Zasypiamy i budzimy się razem, kochamy się mocniej.
Znamy się 5 lat.jesteśmy ze sobą 10 miesięcy, mieszkamy razem jakieś 5-6 miesięcy. w zasadzie po zamieszkaniu nie zmieniło się nic na minus. Mój pan i władca jest osobą która od 15 roku życiu mieszkała bez rodziców więc sam umie zadbać o siebie. Nie ma brudnych skarpet, majtek, czy bałaganu. Straszny pedant. Czasem sprząta po mnie.
Na korzyść zmieniło się to że staliśmy się sobie bardzo bliscy a także zmieniła się nasza upartość(oboje jedynacy) coraz częściej osiągamy kompromis.
Dziewczyny mogę wam tylko pozazdrościc tak poukładanych związków... U mnie po zamieszkaniu razem zmieniło się wszystko .... Do mnie należą wszystkie obowiązki domowe, staram się to zmienic, ale jest ciężko. Mąż pracuje, ja jestem w domu z dzieckiem, po pracy uważa, że żadne obowiązki go nie dotyczą, że swoje robi i na tym koniec... Ja już czasem nie mam sił, bo jednak dom na głowie to nie taka lekka praca, czasem chciałabym odpocząc niestety nie spotyka się to z aprobatą u R. przecież nic takiego nie robisz mówi.... TAK WIĘC ZMIENIŁO SIĘ WSZYSTKO, nie mam czasu dla siebie, ciągle zmęczona i przytłoczona monotonnością codzienności....
Cyganeczko niestety nie którzy mężczyźni twierdzą że praca w domu to nie praca. Ale jakby tak zamienić się z nimi na tydzień przypuszczam że zaczęliby doceniać i szanować Nasz wkład w dom.
Cyganeczka to nie rób przez kilka dni NIC!Oczywiście oprócz opieki na dzieckiem i przygotowywania posiłków dla WAS.Wtedy Twoja druga połowa zobaczy jak wygląda nic.
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 16 Mar 2006 Pochwał: 4 Posty: 7410 Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto 16-02-2010, 21:05 Temat postu:
cyganeczka202 napisała:
Ja już czasem nie mam sił, bo jednak dom na głowie to nie taka lekka praca, czasem chciałabym odpocząc niestety nie spotyka się to z aprobatą u R. przecież nic takiego nie robisz mówi....
Cyganeczko to może zostaw męża samego w domu z dzieckiem na przykład na całą sobotę? Rozerwiesz się trochę, odpoczniesz, a on będzie miał okazję się przekonać, czy to takie nic nierobienie.
U nas nie zmieniło się niby nic po zamieszkaniu razem. A w sumie zamieszkaliśmy dopiero po ślubie. Fakt, ja pracuję więc dom jest na głowie męża...a on raczej nie należy do osób które posprzatają z własnej inicjatywy
Gizmowa skąd ja to znam? mój M. też raczej z własnej inicjatywy nie sprząta, przynajmniej jak ja jestem w domu. Kiedy jade do mamy na weekend, a on zostaje sam - wtedy umie zadbać o mieszkanie, umyje garnki, poodkurza... a kiedy wracam znów muszę mówić co trzeba posprzątać. Ale powiem szczerze, że przyzwyczaiłam sie do tego. Mam w moim M, duże oparcie i kiedy np. jestem przytloczona sesją on wraca z pracy i nie skarży się, że musi zrobić cokolwiek mimo, ze bylam cały dzien w domu.
A co się zmieniło po zamieszkaniu razem? Nareszcie zasypiam i budzę się przy ukochanej osobie i to jest najpiękniejsze. :love:
Wysłany: Sro 24-02-2010, 14:14 Temat postu: Czy uciekac
hej, jestem nowa na forum. potrzebuje rad. trafiłam tutaj bo to sprawa o której nie mam komu powiedzieć, bo się po prostu wstydze.... to jest dla mnie tak dziwne i okropne...
sprawa wygląda tak:
jestem z moim narzeczonym razem 2 i pol roku. slub bedziemy brac za niecale poltora. czyli bedziemy wtedy 4. to tak tytułem wstepu.
Ja mieszkam w Warszawie, on tez, tylko aktualnie pracuje od pon do piątku w Gdansku i wraca tylko na weekendy. i tu zaczynają się problemy, strasznie się kłócimy, czuje, że się od siebie oddalamy, rozłąka mnie dobija. tak chciałam, żebyśmy byli razem, żebyśmy wzięli ślub i on mi się oświadczył i od tego czasu zaczęły się wątpliwości, zwłaszcza, że w podobnym czasie nałożył się jego wyjazd. nie możemy ze sobą zamieszkać przed ślubem bo moi rodzice są bardzo religijni i by tego nie przeżyli, nie chcąc by mieli zły stosunek do narzeczonego na starcie-nie stawiam się tylko cierpliwie czekam. narzeczony w takim układzie wraca na weekendy do domu rodzinnego. a ja u niego nocuje, byś,y mogli wykorzsytać, te i tak mało czasu, dla siebie(ja co 2 weekend mam jeszcze studia). i od tych kilku tygodni jak u niego pomieszkuję weekendami zauważyłam coś okropnego. U niego w mieszkaniu są dwie łazienki, sama ubikacja a także łazienka z wc. i jakoś jest tak nauoczny z domu, że nie zamyka za sobą drzwi do łazienki i to ok. ale jego mama kiedy u niego jestem i on sobie w tej wannie leży i czyta gazete a ja jestem w pokoju obok to ona wchodzi do niego do łazienki żeby mu coś powiedzieć albo pogadać. ale to co stało się ostatnio (kiedyś zdarzyło sie też po weselu gdy mieliśmy współny pokój w hotelu z jego rodzicami, ze mój narzeczony mył zeby a jego mama weszła tam rozebrała się i przy nim załatwiła- biorac pod uwagę, że chwilę wcześniej kochaliśmy się-przed powrotem jego rodzicow myslalam ze mnie cos strzeli, ale przełknęłam to...myślać, że ok taka inna sytuacja nie mogła wytrzymać, trudno..chcoiaz teksty typu "nie patrz" mowione glosno bym słyszałą doproawdzałay do jeszcze wiekszej checi wymiotowania). ale zboczyłam z tematu. ostatnio on się tak kąpał,a ja siedziałam przy komputerze a jego mama była w kuchni robiac niedzielny obiad.i blizej kuchni jest kibelek, a ona przyszla do niego do łazienki i myslalam ze tak jak czesto cos powiedziec zajrzec, chcoiaz to tez mnie ! bo on jest dorosly a ona traktuje go jak dziecko, to zabiera mu meskosc w moich oczach. ale uslyszlama odglos spuszczanej wody i gdy spytalam czy jego mama sie przy nim załatwiała to mnie okłamał ze tylko spuszczała wode, a wczoraj wyszło ze przy nim sikała znów. poklocilismy sie strasznie myslalam ze oszaleje, oklamal mnie w dodatku nic jej nie pow mimo ze juz go prosiłam go tyle razy by pow zeby chociaz przy mnie tak do niego nie wchodziła. Jak mam odebrac przyjscie jego matki z kuchni ominiecie pustej toalety i przyjscie do syna lezacego w wannie, zdjecie gaci i wysikanie się przy nim kiedy tuz obok jestem ja?!?! dla mnie to jest jakies chore... czy on jest mamisynkiem? czy ich nie łączy zbyt bliska relacja? narzeczony twierdzi ze tak został wychowany i dla niego to normlane. nie wiem... ja kocham mojego tate czy mame ale uwazam ze z szacunku chcoiazby to wynika, ze nie wchodzi sie do lazienki i sika komus pod nosem, a gdzie jakas intymnosc. czuje ze ja i narzeczony stracilismy cala intymnosc. jak mysle o jego mamie teraz wydaje mi sie taka obrzydliwa, wydaje mi sie ze ona nim manipuluje. kiedys weszłam do kuchni a jego mama wisiala mu na szyi jakby była jego dziewczyna robila maslane oczka i namawiala zeby w weekend pojechal tylko z nia do babci i cioci a nie zeby widzial sie ze mna. dodam ze ma meza, a ze wszytskimi sprawami czeka na synka, wyzala mu sie opiwiada sekrety i ploteczki, to on musi naładowac komorke bo jak ona twierdzi"nie chce sie jej uczyc bo ma jego". grrr... boje się małżenstwa z nim, czy dobrze zrobie? czy może powinnam uciekać gdzie pieprz rośnie, jak wytłumaczyc co czuje. a może to ja jestem nienormlana i takie zachowanie jak jego mama traktuje jego przy mnie jest normlane i to ja robie z igły widły.
prosze o rady
jeśli którejś z Was chcialo się to czytać bo starsznie sie rozpisałam.
generalnie on jest ciągle daleko, weekendy są do bani, te niedzielne obiadki z mamusia, nie wytrzymuje tego, brak mi poczucia bezpieczenstwa, jakiejs stablizacji, jakiegos poczucia ze jestem dla niego kims wyjatkowym, kiedy widze jak bardzo w sfere fizyczna wkracza jego matka. przeciez ma byc moim męzem a nie wiem czy zbyt bliskie relacje z jego mama nie są dla mnie zbyt duzym problemem, a czuje ze to bariera nie do przeskoczenia....
aha i przy swojej mamie jeszcze nigdy mnie nie pochwalil ze cos robie dobrze, nigdy mnie nie bronił, zawsze jakos tak przedstawia jako nieduana ze nawet on musi mnie pouczac "jak sie robi kurczaka" bo ja robie zle...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach