A ja do tematu się chętnie przyłączę.
W tym tygodniu idę na konsultację DDA, bardzo się już stresuję. Myślę o tym, jak to będzie, czy się nie wygłupię, czy nie powiem czegoś glupiego. Mam bardzo niską samoocenę, zerową. Gdy się ładnie ubiorę, to przez chwilę czuję się lepiej, ale to chwilowe. A o każdej części ciala mogę opowiedzieć, jaka jest beznadziejna.
Mój chłopak powiedział mi kiedyś, że ja uwielbiam się unieszczęśliwiać. I coś w tym jest. Choć zrobilam duży postęp, bo kiedyś dużo bardziej lubiłam zgrywać ofiarę, żeby zwracać na siebie uwagę. A winna czuję się zawsze, za wszystkie grzechy tego świata.
I byłam na konsultacji.Sympatycznie, prowadzący konsultację ok. Już jutro mam pierwsze spotkanie grupowe - ciekawe jak będzie, na pewno napiszę po.
Dumna jestem że się zdecydowałam, to jakiegoś poweru mi dodało.
To również o mnie. Choć nie wszystko. Bardzo rzadko kłamię. Tylko jak sytuacja tego wymaga. I swoje zamiary przeprowadzam od poczatku do końca. Jak mówie A to i B.
Ale reszta jak najbardziej do mnie pasuje. Choc nie pamietam mojego ojca i w zasadzie sie z nim nie wychowywałam (dziękuje ci mamo), to na pewno cos tam w podswiadomosci zostało.
Jestem impulsywna, mam wahania nastroju, czesto czuje sie nieszczesliwa i jak przysłowiowa ofiara losu. Mam tez problem z podejmowaniem decyzji. Cokolwiek nie zdecyduje wydaje mi sie ze zle zrobiłam .
Ale wiecie co? Myśle ze wielkim sukcesem i waznym krokiem do przodu jest uswiadomienie sobie tego problemu i własnych słabosci. Swiadomosc samego siebie jest bardzo wazna.
Tatiana, masz rację, świadomość siebie jest bardzo ważna. Ja dziś miałam krótkie spotkanie z "zarządzającymi" tym stowarzyszeniem, ogólny zarys mnie i przedstawienie mi programu terapii. Jutro spotkanie grupowe pierwsze.
Dla mnie sama ta świadomość to mało. Bo ja noszę tą świadomość, czasem sobie przypomnę o tym, co robię nie tak i co chcialabym zmienić,i na świadomości się kończy, czynów brak.
Mam nadzieję że się to zmieni.
I wylało się..
Byłam dziś na spotkaniu. Było dobrze, najpierw stresowałam się mówić, potem poleciało samo. Mój największy szok - że ludzie mają podobne, nawet identyczne problemy jak ja. Identyczne, tak samo się boją, blokują, nie potrafią mówić wprost, tak samo ich rodzice nimi manipulowali.
Teraz wieczorem myślę o zupełnie czymś innym.Przyjaciel stwierdził, że on i ktoś jeszcze patrząc na moj związek mówią że my nie jesteśmy dla siebie. Że jesteśmy ze sobą, bo uważamy że nikogo sobie nie znajdziemy i że nie jesteśmy szczęśliwi. I że osoby z zewnątrz widzą więcej niż osoba zakochana.
Nie jest między nami lekko, przyznaję. Teraz zamieszkaliśmy razem i są zgrzyty, docieranie się. Często są jakieś pretensje o nie wiadomo co.Zdarza się, że popłaczę sobie bo coś mi sprawia przykrość,potem powiem co mi sprawiło przykrość i rozmawiamy. Ale mimo tego wszystkiego, ja czuję że kocham i chcę być. I mimo tych bardzo złych chwil czuję się kochana, i że ktoś o mnie dba. Zwłaszcza że przez bycie DDA nie jestem łatwą osobą. A przyjaciel stwierdza, że mój połówek po prostu w ogóle niczego nie rozumie, jest tępy. Fakt faktem, że pewnych moich zachowań nie rozumie i nie zrozumie.
Strasznie chaotycznie to piszę ale mnóstwo myśli jest we mnie . Że ja tak naprawdę nie wiem czy kogoś kocham, czy nie.Że tak trudno mi mówić wprost o swoich odczuciach, potrzebach. Że nie wiem, czy ktoś jest dla mnie odpowiedni czy nie, po prostu odczuwam i jestem. A może się przywiązalam, bo po prostu kogokolwiek potrzebuję i nie potrafię być sama. Może się przyzwyczaiłam i nie umiem się odzwyczaić.Nie wiem jakie są tego objawy, czy się kogoś naprawdę kocha czy nie. Jestem, mimo złych chwil, wielu złych chwil, walczę, są chwile dobre...Ale skąd ja mam wiedzieć czy to miłość Własna matka mi mówiła kiedyś i mówi, że on mnie omotał,opętał, że ja go nie kocham tylko się przyzwyczaiłam.
I skąd ja mam znać prawdę? Teraz nawet nie umiem odpowiedzieć czy go kocham, taki mam mętlik w głowie
Jest mi tak strasznie źle z tym wszystkim, że nie umiem się w niczym odnaleźć. W tej chwili nawet we własnym związku nie potrafię. Bo sporo tych kłótni jest, i skąd mam wiedzieć, czy to oznacza że nie powinniśmy być ze sobą bo nie jesteśmy dla siebie, czy po prostu się docieramy. Boże, tak zazdroszczę kobietom które nie kłócą się codziennie, które wiedzą że kogoś kochają, które nie mają wahań.
Nawet nie wiem czy dzisiaj usnę.
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 13 Sie 2008 Użytkownik zbanowany Posty: 113 Skąd: inny świat
Wysłany: Sob 08-11-2008, 0:03 Temat postu:
Mój ojciec pił jak byłam malutka. Ale mama dość szybko zareagowała i gdy miałam sześć lat odeszła od ojca (tzn. zmieniła miejsce zamieszkania). Ojciec zaczął się leczyć, ale i tak nie wróciłyśmy do niego. Kocham go mimo wszystko, niby byłam małym dzieckiem i niewiele pamiętam, ale jak czytam cechy DDA to, wiele punktów mnie dotyczy.
To naprawde się leczy?
Marzkaba,to nie jest choroba psychiczna co prawda,ale pewien zespół cech osobowosci które utrudniają zycie.I to skutecznie.
Leczyć nie musisz.Możesz.Jesli sama tego chcesz.
Jezeli ty sie zmienisz,zmieni sie tez swiat wokół ciebie,bo ludzie zaczną cie inaczej odbierac.Taki jest cel terapii.
Ja byłam na spotkaniu z terapeutą i on jak zaczął mówić mi o tym właśnie problemie to taj jakby otworzył mój pamiętnik z dzieciństwa!!!I wszystko się zgadzało!!!I właśnie wtedy dowiedziałam,że jest takie coś jak DDA i wiem,ż i ja do nich należę.I większość z zachowań jakie zostały tutaj na tym forum przedstawione to się u mnie potwierdzają!!!Ale nie załamuję się....Jakoś trzeba dalej żyć...Chciałam chodzić na terapię bo tak mi dobrze było po rozmowie z terapeutą ale nie było miejsc już w grupie i musiałabym czekać miesiąc nim otworzą nową.Oczywiście już nie zaszłam...
bas1318, ja rok się nie mogłam zdecydować, zanim poszłam na terapię.Nie zniechęcaj się czekaniem, zadzwoń tam jeszcze raz!
Trzeba sobie pomóc i pozwolić innym, by Ci pomogli.
Dołączyła: 17 Lut 2008 Posty: 266 Skąd: z nieba ;)
Wysłany: Sob 06-12-2008, 21:58 Temat postu:
Mimo, iz nie przezylam takich ciezkich chwil jak niektore z Was, temat ten jest mi bliski, moj chloapk jest DDA.
Na poczatku nie potrafil sobie z tym poradzic, bylo baaardzo ciezko. Sam zaczal pic.
W pewnym momencie, naprawde nie wiedzialam co robic. Zreszta kiedys Wam o tym pisalam.
Od 4 miesiecy(odpukac) nie mamy tego typu problemow. Jest dobrze, ciesze sie ,ze zaczyna sobie wszystko ukladac w glowie. Chyba zawsze bedzie sie DDA, trzeba byc naprawde silnym i nauczyc sie z tym zyc. Tak mi sie wydaje.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach