Oczko ja mam jeden sposób, tłumaczenie do skutku, ignorowanie ewentualnej histerii i bycie konsekwentnym, jeśli mówię "nie", to zawsze to oznacza nie. Za którymś razem dziecko zrozumie, że histeria i tak nic nie da i więcej jej nie urządzi.
Absolutnie się zgadzam - jedyne wyjście.
Uleganie nie prowadzi do niczego dobrego.
To największa krzywda jaką można zrobić dziecku.
Mam nadzieję że moje dzieci dadzą się tego nauczyć
Oczko bardzo ciekawy temat, przyznam się, że męczy mnie coraz bardziej odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży.
Nie zamierzamy swojego dziecka wychowywać w poczuciu tego, że niczego mu nie braknie, że opływa w luksusy. Jak patrzę na siedmiolatki, które mają własne telefony komórkowe to mnie po prostu trafia szlag. Zastanawiam się w jaki sposób można wytłumaczyć dziecku fakt, że nie kupując mu czegoś robimy to dla jego dobra. No i żeby wtedy nie czuło się gorsze od rówieśników, bo przecież wszyscy to mają a ono nie. Jeśli rzeczywiście nas na coś nie stać - jest trochę prościej, ale co zrobić kiedy jest kasa a ja po prostu uważam, że zakup jest nieadekwatny do wieku i potrzeb dziecka ? Wtedy jest chyba jeszcze większy problem.
Wydaje mi się, że najważniejsza jest konsekwencja - tak jak już o tym pisały dziewczyny. Nie oznacza nie, choćby maluch tarzał się po podłodze w sklepie. Nie jeden mądry człowiek mówił, że najlepszą reakcją jest wtedy brak reakcji. Jeśli dziecko zobaczy, że jego histeria nie działa to następnym razem sobie odpuści. A spora część rodziców ulega - choćby ze wstydu przed ludźmi, którzy na to patrzą. No a dzieci są cwane - zadziałało raz, zadziała następny.
Mieliśmy taki skrajny raz przypadek, kiedy nasza latorośl zażądała w sklepie jakiś kosmicznie chemicznych żelków w kolorach odpadów toksycznych,
na nasze "Nie" zaczęła krzyczeć, bić i tupać - oczywiście łzy jak grochy....
Na szczęście jesteśmy zgodnie konsekwentni ( bo jednak takie akcje wymagają zgrania w procesie wychowawczym;) - przeprosiliśmy Panią przy kasie, zostawiliśmy wszystkie nie dokończone zakupy a dziecko zostało wyniesione przed sklep gdzie dokończyło spektakularnie wycie na chodniku, ale przed sklepem łatwiej odgonić wszystkich zewnętrznych "pomagaczy".
My spokojnie gawędziliśmy obok aż się uspokoiło, wysmarkało, dopiero odbyła się rozmowa na temat niestosowności zachowania.
Pomogło.
Teraz nie, to nie i nie ma płaczu - pełne zrozumienie:)
Ale nie jest łatwo, nie wolno się dać złamać, chyba w tym tkwi złoty środek.
Całkowicie zgadzam się z wypowiedzią Edzi, moje dziecko ma dopiero prawie 2latka a już umie pokazać swoje nerwy, nie tyle że czegoś mu nie kupię (bo on jeszcze tego nie rozumnie) ale jak czegos mu nie dam, jest wtedy wściekły, niesamowicie krzyczy itp. Ja nie ulegam, jeśli mówię "nie" to "nie" i już, nie ma ale.
Wiecie bo mamy czasami patrzą też na to "co ludzie powiedzą".
Jak dziecko krzyczy w sklepie albo na ulicy, to zaraz wszyscy dziwnie się na Ciebie patrzą, niektórzy chcą tego uniknąć i dla tego zgadzają na zachcianki dziecka.
Ja taka nie jestem, wiem że krzywda mu się nie dzieje i niech sobie krzyczy,
Nie zabieramy dziecka, do sklepu, jeśli nie chcemy mu nic kupić. Jeśli czegoś odmawiamy, podajemy powód. Jeśli sami kupujemy sobie jakiś nieplanowany drobiazg, to dziecko też ma prawo wybrać sobie jedną rzecz (np. wafelek ) Jeśli jesteśmy w zabawkowym, musi umieć podjąć decyzję, która mu się podoba - bo kupuje jedną.
Scenę podłogową mieliśmy dawno, raz, bo nie umiał wybrać zabawki (nie było fajnej jego zdaniem) a coś bardzo chciał. Spojrzeliśmy po sobie, chce leżeś, niech leży... Nie ma widowni - przedstawienie skończone. Jak się uspokoił to pojechaliśmy do innego sklepu bo wypad miał na celu kupienie mu zabawki. W następnym doszedł do regału i z pełnym przekonaniem wybrał sobie traktor (jakiego faktycznie w poprzednim sklepie nie było).
Odmawiać? Tak. Jeśli trzymamy sie listy, to sie trzymamy. Ale jeśli i mama i tata kupują sobie "coś" to uważam że dziecko jako członek rodziny też ma prawo wybrać sobie "coś" (w granicach rozsądku oczywiście).
Nie zabieramy dziecka, do sklepu, jeśli nie chcemy mu nic kupić.
W takim wypadku musiałabym nie robić codziennych zakupów. Tu nie chodzi o to, by omijać sklepy wielkim łukiem. Tylko, żeby dziecko wiedziało, że nie wszystko musi mieć co jest w sklepie i co sobie w danym momencie zażyczy.
Nie zamierzam oddawać dziecka do opiekunki, albo robić zakupów w nocnych. Ono musi wiedzieć, że nie za każdym razem podczas zakupów będzie coś dostawać.
Mój synek jakoś nie ma wielkich wymagań i nie robi scen podłogowych że coś chce, ostatnio jednak bardzo kuszą go wszelkie sklepowe jeździki, samochodziki, karuzelki i inne. Mieliśmy umowę, że kiedy jesteśmy w sklepie może przejechać się na jednym autku, ale z czasem przestało mu to wystarczać i wykłócał się o więcej, zastosowaliśmy sposób z pieniążkiem i świetnie się sprawdza.
Przed wyjściem do sklepu mały dostaje 2zł na jeden jeździk i może sobie wybrać co chce z nim zrobić. Przestał się awanturować a nawet czasem twierdzi, że niczym nie chce jeździć i zostawić sobie pieniążka na inny raz.
Z racji tego, ze nie mamy z kim Mayi zostawic (no poza czasem gdy jest w przedszkolu) na ogol towarzyszy nam na zakupach, nie tylko spozywczych, ale wszystkich innych. Nie wyobrazam sobie, zeby za kazdym razem wymagala, ze cos chce. Owszem oglada zabawki, dotyka, bierze do reki, ale zawsze ustalam z nia, ze dzis nic nie kupujemy i mocno sie tego trzymam. Inna sprawa jesli kupujemy jakies slodycze (takze dla siebie) to pozwalam jej cos wybrac. Najczesciej jedna rzecz.
Wydaje mi sie, ze najwazniejsze to ustalac z dzieckiem pewne rzeczy wczesniej, a nie na przyklad mowic mu, ze czegos mu nie kupimy jak juz cos sobie upatrzy.
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 10 Mar 2010 Posty: 48
Wysłany: Pią 02-04-2010, 11:20 Temat postu:
Ja mam szczesie, moje dzieci nie daja popisow np. w sklepach, nie to znaczy nie. Czasem mi przykro jak starszak chce soczek czy cos a ja nie mam pieniedzy zeby mu kupic ale on to rozumie i nie nalega, choc mu troszke przykro...
Ja mam 7 latka i niestety w naszym związku to ja nie jestem konsekwentna ciężko mi przychodzi patrzeć na niego jak on tak mnie błaga,chociaż wiem że nie powinnam daje się namówić na mały samochodzik.Niestety trudno też przyznać że dziecko które ma 7 lat ma pokój jak sklep i o czy tu marzyć
Całe szczęście że mój małżonek jest konsekwentny bo myślę że mogłoby się źle to skończyć dla mojego dziecka
Mój mały sposób jest taki:
Zamiast mówić "nie", na które mój synek dostawał histerii mówię "tak", proste przeformułowanie, a u nas działa. Wcześniejsze "Nie, nie kupimy tego samochodziku", zmieniałam na "Tak, myślę, że Mikołaj przyniesie Co taki pod choinkę" lub coś w tym stylu. Zazwyczaj działa.
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony Poprzedni1, 2
Strona 2 z 2
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach