Wysłany: Wto 28-07-2009, 13:43 Temat postu: Jak wyglądają Wasze kłótnie w związkach?
Nie znalazłam podobnego tematu, ale jeśli powielam temat, to proszę szanowną Administrację o przeniesienie/usunięcie posta
No właśnie, jak to u Was jest, kiedy trudno dojść do ładu z partnerem?
Czy to częściej Wy ustępujecie, czy Wasze jest 'na wierzchu'?
Rozmawiacie wtedy spokojnie, czy raczej się unosicie?
Jak szybko nastaje zgoda?
Czy taka 'awanturka' oczyszcza atmosferę?
I o co najczęściej się spieracie?
U Mego K. denerwuje mnie jedno... to, że ciągle ma czas. Egzamin jest o 8:15, a jest 8:05, ale On ma czas . Z charakteru jestem perfekcjonistką... i chyba byłoby dla mnie najlepiej gdybym zrobiła swoją pracę i jeszcze za wszystkich na około .
Co do ustępowania... w praktyce, chyba nie mamy z czego ustępować. Jesteśmy w wielu kwestiach strasznie zgodni, a jeśli rzeczywiście jest problem, to wtedy jest wspólny kompromis, raz jednej osoby, raz drugiej. Nie ma czegoś takiego, że ciągle jedna osoba ustępuje.
Co do sposobu rozmów. K. należy do osób spokojnych, no może jak jest zirytowany to podniesie głos, ale zdarza się to raz na pół roku. Ja niestety jestem nieco gwałtowniejsza... mówię często co myśle.Ale nie tak, że czepiam się codziennie o byle co. Jak już faktycznie dzieje się źle, wtedy powiem co o tym myśle.
Zgoda, zaraz... my w praktyce się nie kłócimy. Co śmieszniejsze...spędzało mi to sen z powiek, ostatnimi czasy. Wszystkie pary się ciągle o coś kłócą, obrażają... .A u nas spokój....Zastanawiałam się czy wszystko z nami jest okej... . Ale chyba jak jest spokój niż kłótnie... .
Co jeszcze, z natury jestem też cholernie wrażliwa... . I po takiej nawet gwałtowniejszej rozmowie, czuje się źle i mam ochotę się rozpłakać. Nawet nie ma powodu, bo to zwykła rozmowa z powiedzeniem sobie, co jest nie tak... . A ja już mam ochotę na płacz.
My z D. się w ogóle nie kłocimy, bo wolimy porozmawiać i dojść do kompromisu.
Gdy jednak dojdzie do głośniejszej wymiany zdań, to jak emocje opadną po 10 minutach jest spokój, rozmawiamy na spokojnie, przytulamy się i staramy się więcej nie dopuszczać do podobnych sytuacji.
Bardzo doceniam to, że On często pierwszy wyciąga rękę, bo ja też jesem z natury tych wrażliwców i jak za dużo usłyszę to czasami łzy się cisną do oczu...
Na szczęście nie mamy problemu z kłótniami i mam nadzieję, że nie będziemy mieli .
My się póki co nie kłócimy. Jest to raczej wymiana zdań bez krzyków czy unoszenia głosu. Ja jestem osobą bardzo wrażliwą i zaraz zbiera mi się do płaczu, jak coś przeżywam. Widzę, że D. jest trochę nerwowy i czasem szybko reaguje. Na szczęście bez agresji. Na bieżąco wszystko wyjaśniamy, żeby uniknąć nerwów i złości D. oraz moich humorów i łez.
Rozmawiamy i to jest najlepsze rozwiązanie wszelkich problemów. Pewnie w przyszłości zdarzą się jakieś większe kłótnie kiedyś i wtedy będę mogła ocenić, jak to wygląda. Póki co jest spokojnie.
Oboje nie lubimy ciszy i smutków, boczenia się, więc oboje wyciągamy rękę. Kiedy Jemu jest źle, to ja wiercę mu dziurę, żeby porozmawiać i wyjaśnić. Kiedy to mnie dopada jakiś dołek, to On nie daje spokoju i jest rozmowa. To mi sie podoba, bo nie ma niedomówień. Po mnie nie trudno poznać, że coś mnie gryzie.
My się kłócimy bardzo rzadko. Drobne nieporozumienia rozwiązujemy rozmową. Natomiast bywają takie chwile, kiedy emocje biorą górę i potrafimy na siebie podnosić głos, a nawet się wydzierać. Na szczęście zdarza się to bardzo rzadko.
hmm a my właśnie po kłotni chodziło o miejsce do zaparkowania, ja chciałam gdzie indziej on wypatrzył świetne miejsce wg siebie, a że w pracy też mi się trochę stresów nazbierało to opierniczyłam go i to dość głośno za "ograniczanie swobody i możliwości dokonywania wyborów" że mam na dodatek brzydką cechę złośliwosci, to jeszcze parę szpilek mu przypięłam w ciagu dnia. Efekt od wczoraj ciche dni, znaczy aby ochłonąć każde z nas zajmuje sie swoimi sprawami a odzywamy się tylko w kwestiach ważnych.
Jak się godzimy, zwyczajnie jedno zaczyna więcej zagadywać lub bezpośrednio omawiamy temat stwierdzając, że gra nie warta świeczki. A że my dwa uparciuchy jesteśmy to i tak żadne z nas własnego zdania nie zmieni, ważne w kwestiach zasadniczych się zawsze zgadzamy, a w tych mniej zasadniczych wiemy, że robimy to z przeświadczeniem o korzyści dla drugiej osoby
Najdłuższe ciche dni - 7 dni
Tylko Wam pozazdrościć, że rzadko, bądź wcale się kłócicie
U mnie niestety często występują jakieś niesnacki.
Ostatnio np. poszło o to, że stanęłam przed moim I. w nowej sukience, oczekując iż zachwyci go mój widok, że padnie jakieś 'wow!' a tu nic, gapił się w tv.
No to obraziłam się na amen, mimo iż starał się załagodzić sprawę.
Milczałam całą dobę, aż wybuchł i powiedział- 'stop, to nie powód do tego, by coś się psuło między nami'. Miał rację, ale powiedziałam mu, że w ogóle nie zna się na kobietach.
No tak Silwa, na 6 odpowiedzi, Ty jedna kłócisz się chyba równie często jak ja
Zazdroszczę więc tamtej reszcie dziewcząt
Może zbyt wymagające jesteśmy ?
E tam zbyt wymagające, każda z nas wymagająca jest.
Ja ze swoim D. jeszcze nie mieszkam, więc to też ma wpływ, bo nie dotyczy Nas na razie sporo spraw związanych ze wspólnym życiem, utrzymywaniem domu itd.
Chociaż liczę, że będziemy nadal tak dobrze się dogadywać, bo szkoda czasu na kłótnie.
Aurinko, tego Wam życzę, byście zawsze się tak dobrze dogadywali, bo zamieszkanie razem zawsze wnosi jakieś spięcia, z czego wcześniej nie zdawałam sobie sprawy.
Ale grunt, to rozmowa
My sie klocimy ale nie za czesto.A to ze wzgledu na charakter mojego K. Przez te wszystkie lata okazywalo sie,ze racja stala po mojej stronie,ze zamiast uparcie stac przy swoim wyslucha mnie i dyskusja dochodzimy do jakichs wnioskow.Nie mozemy miec cichych dni bo ja nie potrafie zasnac jak jestesmy pokloceni.
Mnie też się wydawało, że się nie kłócimy, dopóki nie pomieszkaliśmy razem:) Teraz, kiedy jestem u Ł. miesiąc, zdarzają się spięcia dotyczące prowadzenia domu. Mnie drażni bardzo, kiedy mi przeszkadza w kuchni - chce pomóc, ale tak się kokosi, że mnie trafia i wrzeszczymy chwilę na siebie, potem robimy każdy swoje i w końcu jedno przychodzi do drugiego i się przylepia:)
Eee jato się ciągle z M. o coś kłóciłam...
czasem bardzo błache sprawy ale On uważał że ma rację chocby pozjadal wszystkie rozumy. Kompromis??? Owszem ale tylko wtedy kiedy ja na niego szłam haha On nigdy w niczym mi nie ustępował;/
Generalnie jestem krzykliwa osobą i z małego problemu potrafię zrobić MEGA problem hehe
Oczywiście nie obywało się bez łez bo lubię sobie popłakać to chyba mój sposób na odreagowanie i zazwyczaj bywało tak że jak już emocje opadły to ja pierwsz wyciągałam rękę i łagodziłam sytuacje bo On wiadomo twardziel unosił się dumą ...
Ciche dni??? Ojj nie ze mna takie numery, lubię mieć jasną sytuację już teraz zaraz bo inaczej drecze sie nie sypiam po nocach itd.
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6Następny
Strona 1 z 6
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach