Punkty 1 i 6 baardzo do mnie pasuja . Ale jestem zolza w sensie wykorzystywania meza do wszelkich czynnosci,ktorych nie lubie. Odkurzanie i wieszanie prania nalezy do niego . I tylko on robi wieksze zakupy do domu bo ON wie najlepiej co kupic i nie znosi do domu niepotrzebnych rzeczy . Jest jeszcze pare rzeczy ale az sobie nie zdawalam sobie sprawy jaka okropna jestem.
Oj, Oczko, a tak Ci ładnie z buźki patrzy . Bidok jeszcze żylaków dostanie przez Ciebie. Albo podczas tego wędrowania totalnego platfusa załapie. A do wszystkiego się oby przyznałaś?
Oczywiście, że tak Menju. Innych grzeszków nie posiadam.
I tak mysle i mysle i jakos zołzowatosci nie widzę w sobie, ale to by już mąż musiał się wypowiedzieć. Tak jak to napisała Tatiana jestem sobą ale zarazem staram się żyć w zgodzie z połówkiem. Kompromis u mnie jest na bardzo wysokim miejscu i wiem, że zawsze można się dogadać.
Ps. A kobiece sztuczki wcale nie są objawem zołzowatości jak to słusznie zauważyła Jowita.
Oj z kazdej z nas jest zolza w jakims, chociazby malutkim stopniu. Nie wierze, ze jest inaczej
'Nadopiekunczosc' to ladna nazwa i chyba wole tak wlasnie sie okreslac - nie mam nic przeciwko temu, zeby moj M. wycohdzi gdzie chcial, ale jesli mowi, ze bedzie o 11tej, to potwornie sie denerwuje, jak o 11tej go nie ma, albo nie da znac, ze bedzie pozniej. Troche takie matczyne podejscie, wiem, ale nie zabraniam zostawac dluzej, tylko zaczynam panikowac, jesli np. mial byc a go nie ma i nie odbiera telefonu (zazwyczaj temu, ze wlasnie jedzie czy cos).
Poza tym troche malych natrectw - np. do bialej goraczki doprowadzaja mnie porozrzucane buty, ktore moj M. uwielbia po prostu zostawic je gdzie popadnie. Tak samo z mokrymi recznikami, ktore namietnie zwija i zostawia na lozku albo na stercie wysuszonego pachnacego prania, albo zostawianie szczotki do wlosow na stole... po prostu krew mnie zalewa...
No i potwornie nie lubie 'bialych klamstw' nie toleruje, zeby mi czegos nie mowic, zeby mi nie sprawiac przykrosci - bo od razu zauwazam, ze nie slysze calej prawdy no i jest wojna, bo 'czegos mi nie mowi', ale moj M. chyba sie przyzwyczail i chyba woli mi mowic jak jest dla swietego spokoju, zeby potem nei miec wojny typu 'skoro nie mowisz mi prawdy na temat takich drobnostek, to jak mam Ci uwierzyc w powazniejszych sprawach'
Nie mowie, ze to wszystko - z pewnoscia jeszcze troche rzeczy by sie znalazlo, ale co sie bede pograzac ;P
To ja chyba też jestem zołzą.
Ciągle zmuszam mojego A , żeby ze mną porozmawiał. On ciągle nie ma mi nic do powiedzenia. A to mnie doprowadza do szału.
Dodam też , że lubię go wykorzystywać do wszelkich prac budowlanych. Wszystko co mamy , zrobiliśmy razem. Oczywiście używam podstępu. Że nikt tego nie zrobi tak dobrze jak on . A on jest z siebie dumny ....
Mam jeszcze parę małych grzeszków ale to już moja słodka tajemnica....
Ja często 'strzelam fochy' i nie mówię co mnie wkurzyło.
Mąż musi odczekać trochę zanim zdobędę się na szczerą, spokojną rozmowę.
Wciąż ciężko mu się z tym pogodzić, a mnie ciężko się zmienić.
Ja jestem zołzą....nawet często to czuję, ale nie umiem z tym za dużo zrobić. Ale chcę być lepsza! Może jak zamieszkamy razem to będę mogła na co dzień z sobą walczyć
Czepiam się o byle co.
Obrażam, czasami po chwili już sama nie wiem za co.
Jak sobie coś wymyślę, że ma tak być a przez niego wychodzi inaczej to się wkurzam.
Jest milion szczegółów, drobnostek, które mnie irytują i nazbiera się kilka i ja już mam kwaśną minę.
Krytykuję....dużo.
Muszę się poprawić, bo kto ze mną wytrzyma jak nie on ?!
Ostatnio zmieniony przez Miśka dnia Pią 19-02-2010, 0:53, w całości zmieniany 1 raz
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 14 Sie 2009 Posty: 620 Skąd: z domu
Wysłany: Pią 12-02-2010, 15:16 Temat postu:
sylla napisała:
Ciągle zmuszam mojego A , żeby ze mną porozmawiał. On ciągle nie ma mi nic do powiedzenia. A to mnie doprowadza do szału.
Przez moment zawahałam się czy przypadkiem ja tego nie pisałam, bo dosłownie u mnie jest tak samiutko
Hm to że w pewnych kwestiach jestem zołzą to wiem na pewno:
1. Jestem zazdrosna
2. Krzyczę i obrażam się z byle powodu
3. Narzekam na wszystko
4. Za dużo marudzę o ślubie (tzn teraz już przestałam)
Pewnie jest coś jeszcze, ale tak jak napisała Szim, po co się pogrążać
Oj, w dobrym momencie to przeczytalam, akurat jak obudzilam mojego mezczyzne (choc sama mialam drzemke w dzien). Czysta podlosc, ale wynika z tego, ze wreszcie chcialabym by poszedl do lozka o normalnej porze, a nie kolo 2 czy 3 w nocy...
A tak poza tym to na pewno jestem zolza. Jestem okropna, ciezko ze mna zyc. Ale bez tego nie bylabym soba.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach