Wysłany: Wto 30-06-2009, 15:18 Temat postu: Jestem zołzą dla swojego Połówka bo. czyli rachunek sumienia
Moja zołzowatość dla mojego Połówka objawia się:
1) Podejściem w stylu "Co wolno wojewodzie to nie..." Często coś robię sama i nie widzę w tym nic złego, a kiedy on zrobi dokładnie tak samo urządzam awanturę
2) Jestem baaaaardzoooo zazdrosna i na każde damskie imię które wypowiada reaguję grymasem (kiedyś przestanie opowiadać... ech...)
3) Czepiam się o najgłupsze szczegóły
4) Jestem zrzędliwa, płaczliwa i za dużo za dużo obarczam go winą
5) Najpierw na coś pozwalam a potem robię awanturę (pyta czy nie będzie mi przeszkadzało jak wyjdzie na piwo, odpowiadam, że nie, a jak wraca i tak się dąsam)
6) Za bardzo się o niego martwię- kiedy jest poza domem po 23 dzwonię co 30 minut czy wszystko ok
Jestem zołzą i postanawiam poprawę Wam też się zdarza?
Mnie w sumie nie dotyczy żaden paragraf.
Może trochę ta zrzędliwość przed mnie chwyta .
A czepiać się raczej nie czepiam, bo nie mam o co .
Ale też muszę się poprawić, bo zdarzają się inne głupie zachowania...
Natalka wiesz jak to jest z kobietami.
Strasznie się rządzę, ale często podstępem wciskam swoje racje, więc On czasami nie widzi (mam nadzieję).
Syczę na Niego jak nie możemy dłużej porozmawiać przez tel, tylko kilka minut (bo jesteśmy na odległość teraz).
Często robię tak, że moje pomysły są "niby Jego", czyli sama forsuję jakoś swoje zdanie podstępem, a na koniec mówię "Kochanie ale to super wymyśliłeś".
Czasami chcę aby sam domyślił się o co mi chodzi i wychodzą jakieś niedomówienia, ale jak to widzę to zaraz raczej Mu tłumaczę.
Wielką zołzą to nie jestem, bo to tylko takie małe sprawy, dużo za to rozmawiamy, więc i problemu Nigdy nie ma .
Strasznie się rządzę, ale często podstępem wciskam swoje racje, więc On czasami nie widzi (mam nadzieję).
Często robię tak, że moje pomysły są "niby Jego", czyli sama forsuję jakoś swoje zdanie podstępem, a na koniec mówię "Kochanie ale to super wymyśliłeś".
Czasami chcę aby sam domyślił się o co mi chodzi i wychodzą jakieś niedomówienia, ale jak to widzę to zaraz raczej Mu tłumaczę.
Nie, no Landrynka, miałyśmy się przyznawać do zołzowatości, a nie przechwalać, jakie to jesteśmy mądre i rozsądne.
Hahah Jowita dzięki .
Ja myślałam, że powinnam się przyznać jaka jestem podstępna i zołzowata, a tu się okazuje, że nawet na mądrą wychodzę .
No to jednak zołzą nie jestem, cofam .
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 16 Mar 2006 Pochwał: 4 Posty: 7410 Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto 30-06-2009, 20:31 Temat postu: Re Jestem zołzą dla swojego Połówka bo. czyli rachunek sumie
Ja nie podchodzę pod żaden z tych wymienionych punktów, ale jestem zołzą w innym sensie, m.in. dlatego, że nie obsługuję mojego męża, tak jak to robi duża część kobiet.
Edziu to chyba raczej objaw zdrowej współpracy w domu .
Może dla mężczyzn to objaw zołzowatości, ale wśród kobiet to godne podziwu, że tak Ci się udało wszystko złożyć .
Moja zołzowatość przejawia się w zbytnim wykorzystywaniu mojego męża. Chodzi mi o porządki, opiekę nad dziećmi, wszelkie tankowania aut, wyprowadzania aut z garażu...itp.
Biedak niestety musi się przy mnie nachodzić.
Ja podpadam pod paragraf 1. , ale bez awantur. Sporadycznie jeszcze pod 3.
Pozostałe, zupełnie mnie nie dotyczą.
I to już za dużo A jak z "catch 22" . Również stosujesz ten model wyjścia z opresji?
Dołączone po 1 minucie 45 sekundach:
landrynka1732 napisała:
Hahah Jowita dzięki .
Ja myślałam, że powinnam się przyznać jaka jestem podstępna i zołzowata, a tu się okazuje, że nawet na mądrą wychodzę .
No to jednak zołzą nie jestem, cofam .
Cofać to sobie możesz autkiem wypucowanym dla Zniemczonego. . Tylko on może obiektywnie stwierdzić, ile w Tobie siedzi zołzy.
Dołączone po 2 minutach 45 sekundach:
Oczko napisała:
Moja zołzowatość przejawia się w zbytnim wykorzystywaniu mojego męża. Chodzi mi o porządki, opiekę nad dziećmi, wszelkie tankowania aut, wyprowadzania aut z garażu...itp.
Biedak niestety musi się przy mnie nachodzić.
Oj, Oczko, a tak Ci ładnie z buźki patrzy . Bidok jeszcze żylaków dostanie przez Ciebie. Albo podczas tego wędrowania totalnego platfusa załapie. A do wszystkiego się oby przyznałaś?
Dołączone po 1 minucie 50 sekundach:
Jowita napisała:
Nie, no Landrynka, miałyśmy się przyznawać do zołzowatości, a nie przechwalać, jakie to jesteśmy mądre i rozsądne.
Ta cecha kobieca akurat po lekturze Foruma mnie już nie dziwi...przecież tu same mądre, dowcipne i do rany przyłóż kobitki przebywają.
Dołączone po 1 minucie 30 sekundach:
Edzia napisała:
Ja nie podchodzę pod żaden z tych wymienionych punktów, ale jestem zołzą w innym sensie, m.in. dlatego, że nie obsługuję mojego męża, tak jak to robi duża część kobiet.
Edziu - mam nadzieję, że utrzymasz w karbach nieuzasadnioną skłonność dużej częśći kobiet do nadmiernej obserwacji swojego mżonka.
P.S. Bo z brakiem obsługi jakoś sobie poradzimy.
A ja jestem sobą.W pełnej krasie.I to podobno jest najgorsze bo ponoć mam ciezki charakter.Jesli wychodze na zołze to szczerze powiedziawszy mam to gdzieś
A ja jestem sobą.W pełnej krasie.I to podobno jest najgorsze bo ponoć mam ciezki charakter.Jesli wychodze na zołze to szczerze powiedziawszy mam to gdzieś
O tym właśnie jest książka pod tytułem: "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy".
Ja się nie łapię na żaden z tych punktów. Ale czy to oznacza, że nie jestem zołzą ? Trzeba by się spytać mojego M., choć mi się wydaje, że u nas w związku on ma większe zadatki na zołzowatość .
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6Następny
Strona 1 z 6
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach