MOJA DROGA!
Może nie powinnam tak pisać, bo jestem zaletdwie rok starsza od Twojej córki, ale moze potrzeba Ci usłyszeć opinie o nastolatkach z ust samej nastolatki
Z doświadczenia wiem, że Mamy czasami zdawają się w natłoku obowiązków i rachunków zapominać jak to było. Nie pamiętasz tej mieszanki wybuchowej, tych wiecznych różnych dziwnych uczuć, tego że nie potrafiłaś czasami nad sobą zapanować? Tego, że chcaiłaś wszystko i już, i nie potrafiłaś powiedzieć, czego tak na prawdę chcesz- ja to miałam i mam ciągle. Mama zarzuca mi, że nie angażuje się specjalnei w życie domowe, ze ciagle narzekam, a tak na prawde nei mam problemów - nie iwem jak się myli! Problemami nastolatek jest przede wsyzstkim "kim jestem?", "jaki jestem?", "co jest moim celem w życiu" - usiłowanie znaleść swoich ludzi, swojego ja i swojego miejsca na ziemi. To wyjątkowo trudny, burzliwy czas - córka nei bardzo Ci pomoże do siebie dojść, ale Ty jej możesz pomóc bardzo.
Co do obowiązków domowych..nawet ja uważam, że nie wynoszenie głupich śmieci to już lekka przesada.
Zaproponuj córce, kino, wspólne zakupy, kawiarnie.. Nie usiłuj wyciągnąć od neij informacji w stylu "jak tam Twoi koledzy" tylko spróbuj powiedzieć "hm...ten depp to przystojny jest.." a propos jakiegos filmu, albo "ładnie by Ci było w czymś czerwonym" - rozumiesz? Staraj się ją poznać, ale metodą małych kroczków i częstszego spędzania czasu RAZEM. Nie tlyko przed telewizorem
Takie zycie- ja bylam okropna dla mojej Mamy. Teraz powiem, ze jest najwspanialsza kobieta na swiecie, ale kiedys byla NAJGORSZA- wyzywalam ją, szarpałam, plalakam z byle powodu. Wychodzilam z domu, pozno wracalam. Dopiero system zaostrzonego rygoru i kar na mnie podziałał. Teraz studiuję, mieszkam sama i zaluje tych wspolnych lat, gdzie zamiast piec z mama ciasto wolalam palic pety w lasku. Naprawde. Jesli potrzebujesz rady- docen corke. To przede wszystkim. Pokarz jej, ze ja kochasz mimo wszytsko (taki 1 krok w jej stronę)
Do wszystkiego trzeba dojrzeć...
Ja od jakiegoś 18 roku życia zaczęłam normalnie współżyć z rodzicami:) i wiem, ze wszystkie wcześniejsze nieporozumienia leżały w 90% po mojej strony i to ja zawiniłam. Żałuje tych wszystkich kłamstw, słów, kłótni... Ale najważniejsze że zmądrzałam i mam tak wiele wdzięczności, szacunku a przede wszystkim miłości do swoich rodziców!.
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 13 Mar 2009 Posty: 3
Wysłany: Pią 13-03-2009, 10:47 Temat postu: Nie jestem pierwszą nastolatka ale...
Było tu juz kilka rad od nastolatek, całkiem trafnych, ale ja chciałabym Wam powiedzieć o tym za co rodzicom jestem najbardziej wdzięczna i jaki jest ich glówny grzech.
Zacznijmy od przyjemnej kwestii. To za co jestem im naprawde wdzięczna, to to, że nigdy do niczego mnie nie zmuszali. Nigdy. Popelniłam sama kilka bledów, dlatego, ze zdecydowałam się zrobić tak, a nie inaczej. I nauczyłam się czegoś. Już im dzekuje za to, że nigdy nie zmuszali mnie do nauki. Zawsze mówili, że mam sie uczyć dla siebie. Nie płacili mi za dobre stopnie, ani nie karali za zle. Doskalam kosę. Moja sprawa. Byłam zagrozona z jakiegos przedmiotu (tu teoretycznie) - moja sprawa. Zapytałam kiedyś rodziców, co by było gdybym nie zdała. Wiesz co odpowiedzieli? "Co by było gdybyś nie zdala?" Teoretycznie nie interesowali się moją edukacją, ale tylko teoretycznie. Mimo, że krucho u nas z pieniędzmi opłacają mi naukę trzech języków, bo JA tego chcę. Chcę się ich nauczyć. Mało tego. Liceum także było wyłącznie moim wyborem, a gdy zdecydowalam sie na najlepsze. Musiałam i chcialam się duzo uczyc żeby się tam dostać. Nie przypominam sobie, żeby rodzice kiedykolwiek gonili mnie do książek, albo sprawdzali czy odrobilam prace domową. Zawsze wpajali I POKAZYWALI mi, że ucze sie tylko dla siebie.
A ich glówny grzech? Przestarzałe poglądy, z którymi ja juz nie mam siły walczyć, ani nadzieji, ze mi sie uda. Co nie znaczy, że nie próbuję! Nie byłabym nastolatką, gdybym nie próbowala! Ale taki największy grzech, to traktowanie mnie jak dorosła tylko wtedy kiedy im jest wygodnie. Kiedy trzeba się zająć dziadkami, albo poljść do siostry na wywiadówkę, to - oczywiście - jestem dorosła. Natomiast jęsli chodzi o nocną imprezę, to już nie. Wszyscy rodzicie: Postawcie sprawę jasno! albo ufacie swoim dzieciom we wszystkich kwestiach, albo uważacie ich za gówniarzy.
Ja jestem zbuntowana. Kłócę się z mamą. Jestem przekonana, że mam rację. A moja mama zachowuje się najmądrzej jak to tylko możliwe. Gdy dochodzi do kłótni - wychodzi i wraca jak się uspokoję. Czasami mija nawet parę, czasem nawet parenaście dni... Ale nigdy nie przeprasza. Mam to po niej. Chyba ani razu jedna nie przeprosiła drugiej. Po prostu po godzinie wchodzi do mojego pokoju z pytaniem, czy chce herbaty. Chyba mam najmądrzejsza mame na świecie. Co nie oznacza wcale, że ta najmądrzejsza mama na świecie ma rację i nie glupieje czasami!
gdy bylam nastolatka zdarzaly sie kłótnie, ale głownie z ojcem. Z mama umialam sie dogadac i do dzis swietnie sie dogadujemy, przyjaznimy sie. Ojca "ustawilam sobie" dzieki rzuceniu studiów, na ktore poszlam dlatego, ze on chcial. Nie chcialam studiowac pielegniarstwa i zdychac z wszpitalu, gdy pol dziecinstwa tam spedzilam. Postanowilam rzucic studia i po dlugiej wojnie z ojcem, nastal blogi spokoj, bo tatus zrozumial, ze jego coreczka sama chce decydowac o swoim losie, czy mu sie to podoba czy nie. Podobnie wydaje mi sie, ze jest w buntem. Bunt ma uksztaltowac mlodego czlowieka, poprzez ciagle proby, szuka swej drogi. Wazne by rodzic umial to zrozumiec, bo przeciez kazdy z nas tez byl nastolatkiem. Nie nalezy na sile przekazywac swoich celów, próśb itd., bo dziecko i tak zrobi swoje, bedzie sie jeszcze bardziej buntowac, by dopiec swego. Nalezy trzymac reke na pulsie i w razie czego zainterweniowac. Wiem, ze latwo się mowi, ale to w rzeczywistosci nie jest trudne. Dzieco musi czuc sie bezpiecznie w domu, miec oparcie, ale i troche wolnej reki.
Wysłany: Pon 13-04-2009, 13:25 Temat postu: Re nastolatki
JoAnnA napisała:
Dlaczego nastolatki traktują rodziców jak wrogów,czy sytuacja, że córka przyjażni się z mamą należą do rzadkości? Ja myślę,że to unikat. Wszyscy popełniamy błędy wychowawcze, ale właściwie nikt nie uczy wychowywania dzieci, jesteśmy skazani na własną intuicję i jakieś doświadczenia z własnego dzieciństwa. Ciężko mi bo toczę nieustanne boje z moimi dziećmi i nie wiem co mogłabym zrobić aby poprawić sytuację.
Według mnie wina leży po obu stronach: zarówno rodzice jak i dzieci są winni.
Matki są zapracowane,zapominają o tym z jakimi poroblemamy borykały się będąc nastolatkami i jak ważne było dla nich wsparcie ze strony rodziców,z kolei dzieci często się zrażają.Tz.informują o jakims fakcie rodziców i b. często nie spotykają się z ich dezaprobatą,a co więcej -są karcone.Takie sytuacji przyczyniają się właśnie do dystansu jaki się tworzy między rodzicem,a dzieckiem.
Ze swojego doświadczenia moge dodac jeszcze,że często matka nie potrafi sie otworzyć przed córką.Nie wiem czego to jest wynikiem,ale pamiętam,że wielokrotnie rozmawiałam na ten temat ze znajomymi i ich relacje były podobne: matki były zbyt zamknięte w sobie,zbyt zajęte swoimi sprawami by zauważyć,że ich córki dojrzewają,przeżywają pierwsze zawody miłosne etc.
Myślę,że swoje problemy możesz zwalczyć cierpliwością i nieustanną pracą nad sobą.Nie bądź jednak pobłażliwa dla swych pociech.Staraj się zrozumiech ich problemy i być tolerancyjną dla ich poglądów.
Dobry rodzic to nie jest ten ,który na wszystko zezwala,lecz ten który przestrzega nas przed niebezpieczeństwem.
Dzięki za słowa pocieszenia, ale kiedy to minie? Też kiedyś byłam zbuntowaną nastolatką, ale u mnie to było jakieś 4,5 w dziesięciostopniowej skali. U mojej córki jest 9,5 , u syna jakieś 6.
Czasem się zastanawiam, czy nie jestem zbyt "wymagająca" bo każę im wracać do domu przed 21 i np. posprzątać czasem ich pokoje. Babcia mówi ,że to dlatego że mają za dobrze. Dziciaki twierdzą ,że inni mają lepiej od nich. I kto ma rację?
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 19 Maj 2009 Posty: 1
Wysłany: Wto 19-05-2009, 16:22 Temat postu:
Sam mam 14 lat i powiem wam szczerze, że jeśli się dzieciom w tym wieku za dużo pozwala to będą sie bardziej buntowały...
np. mama mówi mi 'wróć o 21.30' ja wracam po 22 to ona tylko pogada pogada i już, ale jeśli by mi zakazała wyjść przez np. tydzień przez to to następnym razem byym wrócił punktualnie.
I metoda 'pozwalaj na wszystko w granicach rozsądku' nie zadzaiała, bo jak pisałem wyżej dziecko będzie chciało jeszcze więcej móc co wiąże się z kłótniami i buntem.
Tak więc nie pozwalajcie na za dużo bo się dziecku 'w de poprzewraca' [sorry za wyrażenie] i nie róbcie kazań tylko dajcie kare np. nie wyjdziesz jak nie posprzątasz sam wiem ze swojego doświadczenia że wtedy dziecko zaczyna sprzątać w przeciągu pół godziny chyba, że nie wychodzi często ze znajomymi wtedy np. zabierzcie dziecku komórkę/odłączcie komputer i zabierzciee kabel od zasilacza.
To na mnie i moich znajomych działa najlepiej, i dziecko jak się mu da kare oczywiściee może się z wami pokłócić ale zbagatelizujcie je, ono sobie pokrzyczy, podenerwuje się a potem zacznie sprzątać/prać/zmywać czy co tam miało zrobić.
Jestem mamą 14-latki i jak na razie dziękuję Bogu, że nie mam z nią większych problemów wychowawczych.
Choć przyznam, że sięgnęła już po pierwszego papierosa i zdarzało jej się spóźniać do domu...Spanikowałam dosłownie, pojawiły się myśli: "zaczęło się, co zrobię jeśli zacznie sięgać po gorsze używki, wracać po nocy itp."
Przeprowadziłam z córką dziesiątki rozmów-nie kazań. Staram się być z nią blisko,zawsze powtarzam, że może na mnie liczyć, że ją kocham i zapewniam, że dorośli również popełniają błędy, jednak najważniejsze by wyciągać z nich odpowiednie wnioski.
Nie staram się wychowywać córki poprzez nakazy i zakazy, ale też nie pozwalam na wszystko.
Przede wszystkim zawsze rozmawiam z nią spokojnie, nawet wtedy, kiedy szlag mnie trafia jeśli coś "przeskrobie"
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 20 Lip 2009 Posty: 501 Skąd: ROMANTYCZKA - Z OKOLIC gór ;)
Wysłany: Sob 22-08-2009, 13:09 Temat postu:
A ja napisze tak, zlosci i bunt z czasem minie, tylko musi sama nauczyc sie podejmowac decyzje, dyscypiny. Ja mam bardzo dobry kontakt z nastolatkami i wiem co potrafi im strzelic do glowy. Wole zeby wyzywala sie na mnie dziewczyna niz zamykala sie w sobie i pozniej miala problemy emocjonalne, czy tez depresje albo co gorsza mysli samobojcze.
Również jestem mamą nastolatki,która ma 13 lat i przechodzi okres buntu i pyskówek i jest święcie przekonana,że wszyscy są przeciwko niej.Mam nadzieje,że to niedługo przejdzie i wszystko wróci do normy.Toć i my święte nie byłyśmy. Przecież żadna matka nie chce źle dla swojego dziecka,tylko,żeby one potrafiły to zrozumieć i okazywały wdzięczność
Sama jestem nastolatką, niekiedy irytuje mnie nadopiekuńczość mojej mamy, bo jestem i czuję się dorosła, ale wiem, że chce dla mnie jak najlepiej. Przełamałam się i dzięki temu utrzymuję z mamą dobre stosunki, które nie zawsze miały miejsce. Innym nastolatkom radziłabym postawienia się na miejscu swojej mamy, czyli po prostu więcej zrozumienia i wyrozumiałości.
Może odświeże temat. Otóż córka we wrześniu skończy 16 lat i dalej są pyskówki i bunt. Może i jestem matką nadopiekuńczą, ale wynika to z tego,że się o nią boje. Mam ją póki co jedną i boje się żeby nic się jej złego nie stało, ani żeby nikt ją nie skrzywdził. Wiem gdzie jest i z kim, bo mówi mi za każdym razem gdzie wychodzi i uprzedziłam ją już dawno temu, że jeśli mnie kiedyś okłamie to i tak to wyjdzie, bo kłamstwo ma krótkie nogi, no i póki co to działa na szczęście. Problem jest z pyskowaniem jak ma coś zrobić w domu, pomóc mi itp, wówczas zaczyna się dyskusja ze mną, która wychodzi jej nie na dobre, bo dostaje kare na kompa,wyjście na dwór, a dla niej to jest okrutna i dotkliwa kara niestety.
Ile to jeszcze potrwa, bo ja już wysiadam, po prostu nieraz mam już serdecznie dość. Sama byłam nastolatką, ale jak moi rodzice powiedzieli "nie", to oznaczało, że nie ma żadnej dyskusji, a byłam najmłodsza z rodzeństwa i jedyną córką w dodatku. Za to dzisiaj jestem wdzięczna moim kochanym rodzicom, że wychowali mnie na dobrego, uczciwego człowieka, może i moja córka kiedyś tak pomyśli i będzie nam wdzięczna za trud wychowawczy, jaki wkładamy, by wyszła na ludzi.
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony Poprzedni1, 2, 3
Strona 3 z 3
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach