Wysłany: Czw 28-09-2006, 12:55 Temat postu: nastolatki
Dlaczego nastolatki traktują rodziców jak wrogów,czy sytuacja, że córka przyjażni się z mamą należą do rzadkości? Ja myślę,że to unikat. Wszyscy popełniamy błędy wychowawcze, ale właściwie nikt nie uczy wychowywania dzieci, jesteśmy skazani na własną intuicję i jakieś doświadczenia z własnego dzieciństwa. Ciężko mi bo toczę nieustanne boje z moimi dziećmi i nie wiem co mogłabym zrobić aby poprawić sytuację.
Jak byłam nastolatką, to cały czas kłóciłam się z rodzicami, bo coś mi zabraniali, coś innego krytykowali. Wydawało mi sie, że robią mi na złość. Dopiero po latach wiem, że tak naprawdę chcieli dla mnie dobrze i chcieli mnie ustrzec przed różnymi błędami. Powiem Ci, że teraz żałuje tych kłótni i buntów, ale czasu nie cofnę. Teraz sama mam córeczkę i chcialabym być jej przyjaciólką, i żeby miała do mnie zaufanie i boję się, czy podołam...
Jak byłam nastolatką, to cały czas kłóciłam się z rodzicami, bo coś mi zabraniali, coś innego krytykowali. Wydawało mi sie, że robią mi na złość. Dopiero po latach wiem, że tak naprawdę chcieli dla mnie dobrze i chcieli mnie ustrzec przed różnymi błędami. Powiem Ci, że teraz żałuje tych kłótni i buntów, ale czasu nie cofnę. Teraz sama mam córeczkę i chcialabym być jej przyjaciólką, i żeby miała do mnie zaufanie i boję się, czy podołam...
Moja córka ma 15 lat a syn 11. Córka ma o wszystko pretensje, a niczego nie chce robić w domu. Najbardziej mnie martwi, że nie potrafi okazać odrobiny uczucia i życzliwości-sam egoizm
Dzięki za słowa pocieszenia, ale kiedy to minie? Też kiedyś byłam zbuntowaną nastolatką, ale u mnie to było jakieś 4,5 w dziesięciostopniowej skali. U mojej córki jest 9,5 , u syna jakieś 6.
Czasem się zastanawiam, czy nie jestem zbyt "wymagająca" bo każę im wracać do domu przed 21 i np. posprzątać czasem ich pokoje. Babcia mówi ,że to dlatego że mają za dobrze. Dziciaki twierdzą ,że inni mają lepiej od nich. I kto ma rację?
JoAnna,
Edzia i PL mają % rację. Moje dzieci są nieco starsze od Twoich 17/14 i wiem co mówię- to minie... Kiedy? na to nie ma reguły... ale zapewniam Cię że niebawem.. Moja córka (17) dopiero jakiś rok temu nagle i nieoczekiwanie zaczęła się zmieniać i przestała uważać za dręczenie to, kiedy upominałam o zachowanie porządku, umiejętność gotowania czy pieczenia.. sama zaczęła się do tego garnąć.. Także wytrzymaj jeszcze trochę- a może już niebawem opowiesz nam o jej wyczynach w kuchni....
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 19 Maj 2006 Posty: 649 Skąd: już nie
Wysłany: Nie 01-10-2006, 10:24 Temat postu:
Ja byłam okropnie zbuntowana w wieku nastu lat.
Jeszcze bardzo dobrze pamiętam, jak to było. Tylko (o dziwo) teraz nie mogę sobie przypomnieć powodów mojego buntu
Jedno ci radzę: nie walcz z córką. Jeśli nie chce sprzątać, niech nie sprząta, przecież to jej pokój i ona będzie świecić oczyma, jak ktoś niespodziewanie do niej wpadnie. Ale staraj się poznać jej znajomych- wiedz, gdzie i z kim wychodzi. Zamiast kazać jej wracać o 21, pozwól jej samej zdecydować, ale niech ci powie, z kim i dokąd idzie, no i o której wróci. Przestrzegaj, żeby była punktualna. Jeśli powie, że będzie o 23, to ma być o tej właśnie. Nauczy się w ten sposób odpowiedzialności, a ty nie będziesz "ta zła".
I staraj się jej nie ograniczać: jak chce malować paznokcie na czarno, niech maluje. Chce się zapisać na judo- niech chodzi. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku.
Najgorsze, co możesz zrobić, to narzucać jej swoją wolę. Będzie jeszcze gorzej. Pozwól jej decydować o sobie (przynajmniej częściowo). Ona już niedługo będzie pełnoletnia, przygotowuj ją powolutku do tego
ale musisz sie nad jednym zastanowic moja siostra mowila mamie ze bedzie o 23 ale nie wracala na noc moja siostra byla zagrozona z 9 przedmiotow w szkole czasami nawet wracala do domu po 2 dniach to jest ciezki przypadek
Dzięki ,dziewczyny, nawet jak sobie tylko pogadam to mi lżej.Próbowałam już różnych metod- również tej,żeby córka sama decydowała o godzinie powrotu. Np. jechała do kina do innego miasta i miała określić godzinę powrotu. Mówiła że wróci o 18/30, ale wcale nie sprawdziła rozkładu jazdy, tak powiedziała na odczepnego. Potem dzwoniła, że nie ma czym wrócić i musiałam po nią jechać. Jak jej trułam o odpowiedzialności i samodzielności to się stawiała i pyskowała.Wracając jeszcze do sprzątania to jej pokoju nie ruszam, ale np. jak robi bałagan w kuchni lub łazience to też nie mam reagować? Jak jej kazałam wynieść śmieci to mi kiedyś powiedziała, że to nie jej śmieci. Jak ją zapytałam, gdzie są te TYLKO jej to się śmiała. Tłumaczę jej ciągle ,że jak np robię pranie to piorę też jej rzeczy, a nie tylko swoje, więc ona może wynieść nie swoje śmieci .Uff nieustanna walka!!!
cześć Joanna,
wydaje mi się ,że nie zawsze można dać swobodę decydowania o sobie nastolatce; skoro nie wywiązuje się ze swoich obietnic ( w tym wypadku pora powrotu)- to powinnaś Jej zasygnalizować, że według Ciebie nie potrafi być odpowiedzialna i dorosła (tu: słowna) i niestety musisz Ty za nią zdecydować,; jeśli w tym wypadku powie, że następnym razem będzie punktualna- dokładnie to wyegzekwuj- jeśli znowu nawali- zapytaj jakie Ona widzi rozwiązanie skoro jest taka dorosła....
Ona musi poznać granice dozwolone i dokładnie wiedzieć co jej wolno;
Jeśli chodzi o pomoc w pracach domowych - któregoś dnia przy okazji Twojej prośby o wyniesienie śmieci - i jej typowego komentarza- spróbuj ustalić kiedy wobec tego i co najważniejsze w jaki konkretnie sposób zamierza-nauczyć się prania swoich rzeczy i gotowania swojego obiadu - ponieważ Ty robisz to dla tych, którzy poczuwają sie do bycia domownikami...
Czasem bunt młodzieńczy przebiega wyjatkowo trudno Joanno. Wiele zalezy tu od indywidualnego charakteru dziecka ale także i od naszej cierpliwości. Na szczęście w wiekszości przypadków z tego sie wyrasta.
Każdy z moich synów przechodził (młodszy jeszcze przechodzi, na szczęście jak narazie dość gładko ) to inaczej. Ważna jest atmosfera w domu i wspólne działanie obojga rodziców. Nie możesz sie jednak obwiniać o błędy wychowawcze, my rodzice też się wiele uczymy wychowując nasze dzieci i wiele widzimy dopiero z perspektywy czasu.
Bardzo ważne jest egzekwowanie obowiązków ale też nie należy zapominać o tych przyjemnych rzeczach robionych wspólnie. Robiąc ,np pizzę na kolację można nieźle sie razem bawić a jednocześnie łatwiej nawiazuje sie rozmowę. Zawsze lepiej rozmawia się przy okazji, spontanicznie niz w sytuacji gdy chcemy zmusić dziecko do rozmowy (chociaż i tak czasem trzeba).
Uważam, że to jets dobry pomysł z tym gotowaniem , praniem własnych rzeczy i osobistym workiem na śmieci ( o ile i ten byłby opróżniany) a ustalona godzina powrotu do domu nie jest przesadą.
Naprawdę czasem myślę, że przygotowania do bycia rodzicem powinni uczyć na jakichś kursach lub w szkole.Człowiek czasami jest bezradny. Dzięki za wszystkie rady. Będę próbowała. Trochę na wesoło: Mój mąż chciał mi zrobić niespodziankę i wykupić wycieczkę do RZymu na 6 dni. Powiedziałam, że jeszcze nie powstały przechowalnie dla zbuntowanych nastolatek więc nie możemy jechać. Czekają go negocjacje z teściową, która nigdy się zbytnio nie paliła do opiekowania dziećmi, a teraz po prostu się boi, że nie sprosta zadaniu.
Ostatnio wypróbowuję metodę na przetrzymanie z moją córką. Miesiąc temu prosiłam ją,żeby zrobiła porządek w swojej szafie z ciuchami, bo wszystkie rzeczy ma pomięte, wymieszane no i nie ma wczym chodzić. MAMO CHODŹmy na zakupy!!! Słyszę to codziennie. Postawiłam warunek, że kupię jej nowe ciuchy jak zadba o te, które ma (nie jest ich mało). Minął miesiąc...Wczoraj robiła podchody do męża, że chce nowe spodnie. Poszłam do jej pokoju, otworzyłam szafę i na głowę mi spadł zwój wymiętych rzeczy.Wyplątałam 3 pary dżinsów, całkiem nowych i wręczyłam mojej córci. Minę miała...
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony 1, 2, 3Następny
Strona 1 z 3
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach