Wysłany: Pią 04-12-2009, 0:42 Temat postu: Nie jestem szcześliwa w małżenstwie z samotnym ojcem.
Nie potrafię wszystkiego zapomnieć co wydarzyło się w moim życiu. Nie wiem co robić? Mój mąz twierdzi ze jestem dziwna, bo ciągle wracam do tego co było. A dla mnie to był koszmar.
Wszystko zaczęło się 4 lata temu. Poznałam mojego męża, dość szybko postanowiłam,że z nim będę. Po miesiącu wyjechałam z Polski ponieważ mieszkał zagranicą. To co mnie w nim wtedy urzekło to wlasnie to, że sam wychowywał dziecko(była zona zostawiła go po 1,5 roku małżeństwa z dzieckiem). Wiadomo jak w każdym związku na początku było wszystko fajnie pięknie, opowiadal mi ze zona kompletnie nie interesuje się dzieckiem ze mogole go nie odwiedza. Dogadywaliśmy się wszystko było super. Po Pol roku zjawila się mamusia z chcecia zabrania dziecka na weekend do siebie- bo taki miala grafik w papierach rozwodowych. No ale chciala go wziasc ale nie miala autobusu powrotnego i zostala na noc, bo mój szwagier stwierdził ze to również jego mieszkanie i ona może zostac. Nie dosc ze mnie to dobilo to czulam się oszukana. Zajmowałam się dzeckiem gdy mój maz chodzil do pracy, praktycznie opiekowałam się tak jak swoim. Po pewnym czasie mój wspaniały wtedy chłopak pokazal swoje oblicze jak pierwszy raz porzadnie się na mnie wydarl. Ale przezylam tłumaczyłam sobie ze może to była moja wina faktycznie, może miał racje. Po kilku miesiącach okazalo Się ze jestem w ciąży. Teściowa na wiadomość o tym ze będziemy mieli dziecko zareagowala strasznie wyzwala nas twierdzac ze mój maz ma już jedno dziecko i to w zupełności by wystarczylo, bo ono potrzebuje opieki. Jego syn miał wówczas 5 lat.
Dołączone po 8 minutach 34 sekundach:
Przez kolejne miesiące słuchałam ciągle rad teściowej, oczywiście gdy mojego męża nie było, o tym że kolejne dziecko nie było nam potrzebne.Że na dziecko to my jeszcze mamy czas. Za każdym razem gdy miała tylko okazję przypominała mi o tym. Odbierałam to tak jakbym była im potrzebna tylko do opieki na jego dzieckiem, bo do tej pory ona więcej zajmowała się nim niż mój mąż. Zdarzało się tak, że nawet nie chciałam ich jeździć odwiedzać żeby znów nie słuchać „dobrych rad” Kilka miesięcy temu mój mąż wyskoczył z żartem o następnym dziecko, to nas teściowie tak zjechali że padł tekst „ wy chyba jesteście p…pie…ni”. Nie potrafię tego zapomnieć bo wówczas mnie to bolało czułam się winna,że zrobiłam coś złego,że będę miała dziecko. Mój mąż twierdzi,że źle to odebrałam ,że oni tak głupio tylko gadają,że nie mam się przejmować. Ale JA NIE POTRAFIE.
Ale nie w tym rzecz.
Dołączone po 9 minutach 27 sekundach:
Syn mojego męża należy do trudnych przypadków. Od samego początku psocił się gdy prosiłam męża by zareagował tłumaczył mi że wszystkie dzieci takie są. I wierzyłam.Ale mam już dość, od samego początku on był pępkiem świata, mój mąż go nie karał, myślę że to dlatego, bo jak pójdzie do mamusi to się poskarży albo tatuś będzie gorszy niż mamusia, która sobie o nim czasem przypomni.
Dzieciak robi co chce na sam jego widok mam wszystkiego dość przez niego ciągle się kłocimy, bo mam wszystko tolerować. Teraz ma 8 lat. Kiedy proszę żeby po sobie sprzątnął zabawki nie zrobi tego, na mojego męża też nie zwraca uwagi chociaż on zbytnio na niego nie reaguje, tak jakby był obojętny. Dzięki „kochanemu” synkowi mojego męża nie przespałam kilkunastu nocy, wiele razy miałam ochotę odejść ale ze względu na nasze wspólne dziecko tego nie zrobiłam. Dzieciak miał taki zwyczaj że potrafił wstawać o 5-6 rano i robić hałas. Kiedys nie wytrzymałam i wstałam bo nie chciałam żeby moja 10 miesięczna córka wtedy się obudziła. Poszłam do pokoju a tam mój szanowny teść siedział, a młody skakal po czym popadnie i hałasował. Nie wytrzymałam i powiedziałam, że chcę mieć spokój, i że młody nie ma tak hałasować. Na to mój teść stwierdził ze mam chodzić wczesniej spać. Po tym mój teść podleciał do mnie i zaczął na mnie z łapami , że mnie zabije.
Dołączone po 6 minutach 18 sekundach:
Wtedy to załamałam się totalnie, jak mój mąż jeszcze wydarł się na mnie że mam przestać, wyszło na to że to moja wina. Później gdy chciałam się skontaktować z moją rodziną, mój mąż wyrwał mi telefon twierdząc że do nikogo nie będę dzwonić. Następnego dnia spakowałam się i chciałam wyjechać ale mój mąż obiecał że się to więcej nie powtórzy że jego ojciec nie będzie już u nas przebywał.
Dołączone po 10 minutach 13 sekundach:
Prawdę mówiąc od tamtego momentu, zaczęlo się dla mnie piekło. Matka dzieciaka odbierała go w miarę regularnie, w sumie dla mnie było to na rękę, bo przynajmniej był spokój, można było spokojnie posiedzieć w domu albo gdzieś wyjść. Pewnego dnia miałam zaplanowane niespodziankę dla męża a on mi oznajmił, że jego była żoneczka idzie wieczorem na imprezę i on się zgodził że jednak ten weekend jego dziecko będzie z nami. Wkurzyłam się, po tym jak mi powiedział że co mi to przeszkadza. Dostał ode mnie w twarz, że po raz kolejny mnie oszukał i po raz kolejny jego żoneczka,która go zdradziła i tak bardzo cierpiał jest ważniejsza niż ja. Ale nie przewidziałam jednego, że mi odda, a oddał tak że ocknęłam się na balkonie u niego na rękach. A obok stała moja mała córeczka i na to wszystko patrzała.
Dołączone po 17 minutach 59 sekundach:
Prawdę mówiąc od tamtego momentu, zaczęlo się dla mnie piekło. Matka dzieciaka odbierała go w miarę regularnie, w sumie dla mnie było to na rękę, bo przynajmniej był spokój, można było spokojnie posiedzieć w domu albo gdzieś wyjść. Pewnego dnia miałam zaplanowane niespodziankę dla męża a on mi oznajmił, że jego była żoneczka idzie wieczorem na imprezę i on się zgodził że jednak ten weekend jego dziecko będzie z nami. Wkurzyłam się, po tym jak mi powiedział że co mi to przeszkadza. Dostał ode mnie w twarz, że po raz kolejny mnie oszukał i po raz kolejny jego żoneczka,która go zdradziła i tak bardzo cierpiał jest ważniejsza niż ja. Ale nie przewidziałam jednego, że mi odda, a oddał tak że ocknęłam się na balkonie u niego na rękach. A obok stała moja mała córeczka i na to wszystko patrzała.
Dołączone po 1 minucie 4 sekundach:
To wszystko już mnie dobija nie wiem co mam robić ciągle myślę o tym,żeby odejść nie jestem szczęsliwa w swoim życiu, w tym związku. Gdy mówię mojemu mężowi że nie chcę takżyc, żeby ciągle się kłocić to albo jak ma dobry humor to m mnie pociesz ciągle że będzie lepiej,że on więcej czasu poświęci swojemu dziecku( do tej pory poświęca góra 15 min) a jak mówię mu że sobie z nim nie radzę to w końcu wychodzi na to że ja się ciągle czepiam i mi przeszkadza.I robi mi wyrzuty dlaczego jestem nieszczęśliwa, że to mój wymysł, że niechcę być szczęśliwa. Ja jużnie daję rady tak żyć codzienne kłotnie tak mnie dobijają i żal mi mojej corki że musi to ciągle oglądać. A młody taki jaki był jest dalej. Robi co chce, nikogo nie słucha. A cała rodzinka mojego męża tłumaczy to że on jest taki że jest z rozbitej rodziny, a przecież od 4 lat tworzymy rodzinę. Chociaż dość często oni powtarzali że on ma matkę a ja jestem obcą osobą. To było przykre, bo poświęciłam pracę swoje marzenia, żeby być z nimi. A teraz tego załuję. Co zrobiłam nie tak????
Ja Ci dam jedną radę, odejdź zanim masz małe dziecko, zanim jeszcze dasz radę. Później nie odejdziesz, bo stwierdzisz, że już się nie opłaca...
Daj sobie i dziecku szansę na normalne życie a nie bycie pod presją męża, teściów i tej byłej żony.
Zobaczysz jak powrócą CI chęci do życia...
Ja chyba tez bym odeszła bedąc w Twojej sytuacji... Twoje dziecko jest małe, lepsze dla niego bedzie żyć z dala od tatusia, niz patrzec jak tatuś bije mamę. Nie twierdze czy on jest dobrym człowiekiem czy złym, ale patrzac na twoje wypowiedzi ewidentnie widać, że on jest pod presją osob trzecich. Cała rodzina staje za nim murem , kiedy ty nie masz nikogo po swojej stronie .
Oni pewnie Cię wykonczą- to Ty zawsze bedziesz tą złą. Nie doprowadzi to do niczego dobrego.
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 04 Sie 2009 Posty: 18 Skąd: Tarnowskie Góry
Wysłany: Pią 04-12-2009, 12:52 Temat postu:
kaskade czytając to, co piszesz popieram dziewczyny przede mną... Radzę Ci odejść właśnie teraz...Dbaj o siebie i swoją córeczkę.
Póki Ona jest mała i póki ty sama masz na to siły.
Wtedy nie będziesz narażona na dalsze skandaliczne zachowanie się (wg. mnie) teściów i męża, oraz jego synka i byłej żony.
Życie z mężczyzną, który ma już z kimś dziecko nie jest łatwe. Wiem to też ja sama. Bo jestem w podobnej sytuacji.
Wydaje mi się, że żadna rozmowa tu nie pomoże. Oni są tak nastawieni anty do ciebie, że trudno to nazwać domem i rodziną.
Przykro mi, bo wyobrazam sobie jak się czujesz. Mimo to, pomyśl czy chcesz by Twoja córcia dorastała w takim domu i w takiej atmosferze?
Ja bym odeszła, bo każdy z nas ma prawo do szczęścia. Zarówno Ty, jak i Twoje dziecko.
Wierzę, ze samej łatwiej ci będzie stworzyć miły i przytulny dom dla twojego dziecka.
Powodzenia.
Najgorsze w tym wszystkim, że już sama nie wiem co mam robić. Moi rodzice twierdzą,że sama tak chciałam ,że tak sobie wybrałam i nie mam teraz narzekać. OPonadyto ciągle mi tłumaczą, że jego syn potrzebuje wiecej miłości naszej niż nasza córka. Mam już dość ja żyję z nim od 4 lat, jego zachowanie, zlewanie wszystkiego jest straszne, reszta rodziny która widzi go co jakiś czas i czasem kilka dni, twierdzi jakie to grzeczne i kochane dziecko, tylko brakuje mu miłości. A ja nie potrafie, nie potrafię zapewnić komuś miłości przez kogo są ciągłe kłotnie, i groźby. Nawet przy teściowej mam taką blokadę że czasem boję się mu zwrócić uwagę.
Dołączone po 3 minutach 57 sekundach:
Na początku myslałam jak świetnie mi się że wszystkimi układa, wiedziałam,że niełatwo wychowywac czyje ś dziecko, ale pierwsze poół roku to była bajka, teściowie super jak z obrazka dziecko kochane. Wszystko było cudowne. Potem dostałam propozycję pracy w Polsce, zrezygnowałam bo wszyscy mnie przekonywali jak to nam dobrze, I chyba to był największy błąd. Pokazałam im że dla nich mogę wszystko.
Nie chcę się zalić ale mi z tym ciężko. Nie ma z kim o tym porozmawiać bo mam wrażenieże wszyscy za tę sytuację winią mnie.
Dołączone po 7 minutach 6 sekundach:
Ponadto kilka tygodni temu mój mąż stwierdził w czasie naszej "rozmowy", że mi się ciągle nic nie podoba i wiecznie jestem niezadowolona, i że niejedna chciałaby być na moim miejscu... Twierdzi, że ciągle wracam do tego co było i nie potrafie zapomnieć a ja po prostu nie potrafię zapomnieć o czymś co było, o czymś co wydarzyło się przede wszystkim dzieki jego synkowi. Lubiłam tego chłopaczka, był dla mnie jak syn ale teraz to nawet nie chce mi się na niego patrzeć. Mam wrażenie że on ciągle wykorzystuje tę swoją bezradność. Dla wszystkich on jest sierotą.
Kaskade moge tylko powtorzyc za dziewczynami. Ja bym odeszła. Lepiej zrobić to teraz i odżyć, niż marnieć i ciągle żałować swojego losu.
Jeśli odejdziesz wcale nie jest powiedziane ze Twoj maz zrozumie, ze sie cos zmieni, ze kiedys do siebie wrócicie. Ale na dzień dzisiejszy powinnaś pomyśleć troche o sobie i córce i pójść w miejsce gdzie będziecie mogły "oddychać". A synkowi męża z pierwszego małżeństwa nic nie będzie. Wcale nie jest sierotą. Ma oboje rodziców i do tego jeszcze dziadków więc nic mu się nie stanie.
Mój mąż raczej nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłabym odejść. Ciągle mi powtarza, czy mi tak bardzo przeszkaza jego dziecko. Minie chodzi o to, tylko nie mam zamiaru codziennie denerwwać się, bo to mi nie jest potrzebne. Nie przeszkadza, ale mam dość prawie codziennych kłotni o jego synka, który nie slucha i robi wsystko na złość. Przez ostatnie dni mam wrazenie, że traktował mnie jak zło konieczne w tym domu wszystko na złość, na przekór, ojca tez swojego nie slucha wcale. A wczoraj fałszywie przy znajomych podszedl do mnie i sie zaczął przytulać, dla mnie szok totalny mnie zamurowalo, a dzis od rana 8 latek o 6.30 zaczął walić grzechotką i gadać sam do siebie tak głośno że dochodzilo sdo sypialni. Czy to jest normalne? Kiedys potrafil tak robić codziennie a teraz to nie wiem co to ma oznaczać.
A Ja bym się zastanowiła przez chwilę, bo z tego wszystkiego co piszesz wynika, że głównym problemem jest syn męża i przez niego są te wszystkie problemy.
Próbowałaś nie zwracać na niego uwagi? Bo Ja widzę, że to jest mały cwaniak, który uwielbia bawić się Twoim kosztem. Wali grzechotką- denerwujesz się- inf. męża - kłótnia. Nie słucha Cię- denerwujesz się- inf. męża- kłótnia itd. Chłopak jest w centrum uwagi, a oto mu chodzi prawda ? Wszystko kręci się wokół niego. Spróbuj zimnej i cichej wojny może . Daj mu jakiś miesiąc i zobaczysz. A swoją drogą to tego męża masz niezbyt. Ale może On boi się kontaktu z tym swoim synem, powiedziałabym nawet że boi się konfliktu ze swoim synem. Też nie wiesz jakie rzeczy chopak słyszy od jego biologicznej mamy. Poza tym, widzi że wszyscy stają murem za nim, a nie za Tobą. Więc korzysta z okazji i świetnie się przy tym bawi... a dopiero się zacznie. Przyjdzie jego 13-sty, 14-ty rok, jeśli mąż się nie ruszy duże prawdopodobieństwo, że chłopak wpadnie w złe towarzystwo i zacznie się alkohol, papierosy i imprezy. A Ty usłyszysz "Nie jestes moją matką".
Więc naprawdę zastanów się czy masz na to siły ? I czy warto także. Ale może jakimś cudem da się dogadać.
Mogę się tylko zgodzić z dziewczynami. Odejdź od niego póki możesz
Madzio napisała:
A Ja bym się zastanowiła przez chwilę, bo z tego wszystkiego co piszesz wynika, że głównym problemem jest syn męża i przez niego są te wszystkie problemy.
Z tym natomiast zgodzić się nie mogę. To nie dziecko jest problemem a facet i jego podejście. A to, że Cię uderzył zdecydowanie w moich oczach go skreśla. Facet który raz uderzy kobietę będzie robił to częściej. Uciekaj od niego jak najdalej.
Próbowałam już róznych sposobów, najchętniej wychodziłam z domu bo miałam wtedy święty spokoj, ale te nerwy przy wychodzeniu ciągle. Wiele razy tez próbowałam się zachowywac tak jak on wcale nie zwracac uwagoi na to co robi, albo wcale się nie odzywałam. Ale to mi pomaga na goa 1 dzien. Kiedys się nie odzywałam , az w koncu w poludnie spytalam się czy zamierza jeść, bo wcale się nie ruszył do jedzienia. Odezwałam się b nie chcialam zeby pózniejbylo gadanie ze to JA "nie pozwolilam" mu jesc
KaskadeMoim zdaniem nie powinnaś godzić się na taki los, mimo opinii rodziców. Każdy z nas zasługuje na szczęście, a przy tym człowieku go nie zaznasz ani Ty ani Twoja córeczka. Zgadzam się z resztą dziewczyn, spakuj siebie i córkę i wracaj do kraju.
Swoją decyzją o odrzuceniu oferty pracy pokazałas swojemu mężowi, że zrobisz dla niego wszystko, a on to perfidnie wykorzystał. Nie pozwól mu się przekonać, że będzie lepiej, że on się zmieni itp. itd. bo tak nie będzie. Musisz odejść od niego i sama stworzyć swojej małej dom pełen miłości i ciepła, którego teraz nie ma.
Ja nie chcę się kłócić, bo czasem nie mam już na to siły, nie wiem co robię żle, mój mą to odbiera tak " przecież już było dobrze i znów coś nie tak" a ja już nie wiem jak mu tłumaczyć, ponadto ze względu że mieszkamy zagranicą, jestem praktycznie tu sama, nie mam tu rodziny w przeciwienstwie do niego, on a brata znajomch, jest mi po prostu ciężko i jeszcze do tego to wszystko,tłumaczyłam już sobie, że może faktycznie przesadzam, ale im dlużej sobie wmawiam, że mi przejdzie, ze ta cala sytuacja w koncu się zmieni to tym bardziej jest mi źle:-( już sama ne wiem co mam robić, z nikim na ten temat nie rozmawiam, bo reakcja bylaby pewnie, że dopiero teraz to widzę
A moim zdaniem w tym związku bedziesz coraz bardziej nieszczesliwa.
Nie mam dzieci, ale wydaje mi się, że nieszczesliwa mama nie uszczesliwi dziecka. Chociaż może to być dosyć sporna kwestia. Ale jak dziecko dorosnie i bedzie widziało wciaz smutną mamę, do tego smutną przez tatę to wydaje mi się, że kiepsko mu z tym bedzie. Dom powinien byc pelen dobra, ciepła i radosci. I jeszcze raz powtórze, że lepiej by dziecko mieszkało z samą mamą, ale szczesliwą.
Zastanów się czy warto.
A druga sprawa to faktycznie zgodzę się z opinią, że jego synek wykorzystuje fakt, ze umie Cie zdenerwować. Może własnie zrób tak, że olej go totalnie. Nie reaguj na nic z nim zwiazanego. Jesli ktoś zwróci Ci uwagę-powiedz, że jeśli jego synek nie reaguje na Ciebie to ty tez nie bedziesz na niego reagować, dopoki nie zrozumie.
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 20 Lip 2009 Posty: 715 Skąd: ROMANTYCZKA - Z OKOLIC gór ;)
Wysłany: Wto 08-12-2009, 11:16 Temat postu:
Hmm sądze, ze powinnas odejść od swojego partnera. Niech mu pomaga mamusia jak we wszystko sie tak wtraca!!! A swoja droga, rodzina tak mowi, ze to twoj wybor byl, ale sadze ze jak bys odeszla od niego choc troche by ci pomogli, nawet przy opiece nad dzieckiem. Moze aż tacy bez uczuc nie sa??
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony 1, 2, 3Następny
Strona 1 z 3
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach