A ja jeszcze inaczej;) Swoich teściów znałam długo przed poznaniem ich syna, bardzo się polubiliśmy. Byli bardzo zadowoleni, kiedy się o nas dowiedzieli - tak jest do dziś; mówią, że nie wyobrażają sobie innej żony dla Ł. A jego mama, że jestem jej córką, której nigdy nie miała Jeśli chodzi o rodzinę Ł., to zadziwiająco dobrze. Babcie za mną przepadają, ciotki traktują mnie jak domownika (widzę się z nimi częściej niż ze swoimi czasem), kuzyni też uprzejmi, a najfajniejszy to jest szwagier:)
Pierwsze spotkanie moje i rodziców T. pamiętam doskonale. Nie dość, że byłam kompletnie nieprzygotowana na ich poznanie, to jeszcze byliśmy z T. ze sobą zaledwie trzy dni a ja miałam na sobie bluzkę z napisem "Sex&Roll".
Gieniusia ta Twoja koszulka mnie kompletnie powaliła.
Ja po spędzeniu 3 dni pod rząd w domu D. mogę powiedzieć, że jestem zmęczona. Zmęczona panem domu. To jak traktuje innych a szczególnie D doprowadza mnie do szału i łez. Mam nadzieję, że szybko uda się uwolnić od tego dla dobra przede wszystkim D. i naszego. Serce mi pęka jak na to patrzę. Z resztą rodziny nie mam żadnego problemu. Co prawda przyszły teść do mnie nic nie ma, ale jak ciągle ma do D. to działa to przecież także na mnie. Poza tym wszystko ma być robione pod niego, a jemu nigdy nic nie pasuje. Sam sposób bycia najpierw mnie śmieszy, ale na dłuższą metę, to ja bym zwariowała z takim człowiekiem. Najgorsze, że póki co D. jest uwiązany ze względu na rodzinny biznes. Ych mam nadzieję, że uda się od tego wszystkiego niedługo uwolnić, wyprowadzić i żyć po swojemu. Czuję, że prędzej czy później nerwy mi puszczą i wtedy nie będzie miło.
hmmm... Ja swoich tesciow poznałam na lotnisku. Od razu teść zapytał czy pojadę do nich, pojechałam nazajutrz. Od początku traktowali mnie bardzo pozytywnie, teść szczególnie "skakał" kolo mnie, czy coś sobie życze, czy nie za zimno..haha. Teraz jak już jesteśmy po ślubie to czasem nie moge się doczekać kiedy do nich pojedziemy - taki drugi dom:) w sumie są podobni troche do moich rodziców, podobne poczucie humoru, świetnie się dogadują
Mój D. opowiada nie raz, jak "teściowa" pyta czy będę na obiedzie, bo na tej podstawie podejmuje decyzje co zrobić. Później D. się "skarży", że lepsze obiady są kiedy ja przychodzę.
Czuję się jak u siebie w domu i bardzo lubię tam bywać.
Ja poznałam rodziców mojego M. dawno temu Wiedzieli, że się spotykamy, znaliśmy się z widzenia więc przy mojej pierwszej oficjalnej wizycie nie było problemu. Przyjęli mnie jak członka rodziny i tak mnie traktują. Ja u nich w domu czuję się nie do końca swobodnie ale to jest kwestią mojego głupiego charakteru a nie ich wina bo oni są w stosunku do mnie bardzo otwarci
Mój D. opowiada nie raz, jak "teściowa" pyta czy będę na obiedzie, bo na tej podstawie podejmuje decyzje co zrobić. Później D. się "skarży", że lepsze obiady są kiedy ja przychodzę .
Oj Aurinko u mnie jest to samo, tylko nie z tej strony. Zawsze jak D. przyjeżdża to są obiady nie wiadomo z ilu dań, wszystko pięknie ładnie, wszstko to na co On ma ochotę, a ja się tak samo skarżę jak Twój D. .
Oj Aurinko u mnie jest to samo, tylko nie z tej strony. Zawsze jak D. przyjeżdża to są obiady nie wiadomo z ilu dań, wszystko pięknie ładnie, wszstko to na co On ma ochotę, a ja się tak samo skarżę jak Twój D. .
Hehe no proszę. Po Świętach w niedzielę babcia D. robiła obiad i była bardzo zawiedziona, że mnie nie ma, bo myślała, że zostałam do niedzieli. No i nie miałam wyjścia, jak na kolejnym obiedzie 1.01 już być. Strasznie miłe to wszystko, a jak składała życzenia to na ucho życzyła "wyjścia z mąż".
Ja praktycznie od razu po tym jak poznałam Artura, poznałam jego rodzinę.
Nie pamiętam pierwszego spotkania
Tak więc nie miałam problemu z poznawaniem się przed ślubem
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 25 Mar 2010 Posty: 21 Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 28-03-2010, 21:22 Temat postu:
Ja początki miałam trudne, ale może dlatego, że to ja się stresowałam przed wizytą u "teściowej", bo byłam młodziutka jak się zaczęłam spotykać z K. teraz na prawdę lubię jego rodzinę, choć z wyjątkami ( mój szwagier i jego żona to co najmniej dziwne osoby i mimo, iż jeszcze nie jestem oficjalnie w ich rodzinie to już miałam okazję wylać trochę łez przez ich zachowanie).
Ja poznałam swoich "teściowych" gdy pojechałam z R na wczasy do nich na dwa tygodnie. Oni pokochali mnie od razu. Zachwycali się tym i owym i wciąż nie mogli uwierzyć że ich syn po poprzedniej kobiecie ( która Go biła, kradła, paliła ubrania matki itp itd) znalazł sobie taką kobietę wg nich ( skromną , normalną blabla) Zaakceptowali mnie od razu . Niestety mama R jest bardzo władczą kobietą i wszystko musi być jak ona chce z resztą te dwa tygodnie wakacji troszkę mi popsuła swoim zachowaniem ( źle traktuje swojego syna a mojego R). Na szczęście nie ma jej w Polsce , przyjeżdża raz na jakiś czas. I całe szczęście. Z teściami dobrze ale raz na ruski rok
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach