Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 22 Mar 2007 Posty: 577
Wysłany: Czw 21-08-2008, 12:48 Temat postu: Początki w rodzinie partnera
Mam nadzieję, że w dobrym dziale umieściłam ten temat...
A mianowicie chodzi mi o początki Waszego "wejścia" do rodziny partnera.
Jak się zachowywałyście? Czy czułyście się skrępowane, czy wręcz przeciwnie - od razu czułyście się jak u siebie?
Jak przyjęli Was rodzice i inna rodzina?
Ja moja tesciowa znalam z widzenia ale jak pierwszy raz tam pojechalam to siedzialam na tylku i sie nie ruszalam,nawet nie reagowalam na wyglupy mojego D. Druga wizyta juz byla lesza,cale szczescie.
Co do reszty rodziny to z rodzenstwem bylo ok,z babcia tez a wujkow niektorych jeszcze nie mialam okazji poznac.
Z rodziną M. to nie było raczej problemów, rodzice M. szybko mnie zaakceptowali, teraz jak się tymczasowo wprowadziłam do Połówka to od samego początku poczułam się jak domownik, a jak poznałam wujka M. to się zapytał - a kiedy wesele?
Ja niestety też wiele łez wylałam przez rodzinkę mojego męża ;( Od samego początku czułam, że nie jestem akceptowana przez nich, a teraz to już wiem na 100%. Zawsze dopatrują się u mnie błędów i głośno komentują każde moje zachowanie.
Tak więc nie zostałam mile przyjęta przez rodzinę mojego wybranka i mimo, że jestem z nim 5 lat to nic na lepsze się nie zmieniło.
Pierwsze spotkanie moje i rodziców T. pamiętam doskonale. Nie dość, że byłam kompletnie nieprzygotowana na ich poznanie, to jeszcze byliśmy z T. ze sobą zaledwie trzy dni a ja miałam na sobie bluzkę z napisem "Sex&Roll".
T. mnie nie przedstawił z imienia, jego rodzice byli w szoku jak mnie zobaczyli, ale uśmiechnęli się też. Przy obiedzie siedziałam i czekałam żeby się skończył. Katusze niesamowite... Ale po moim wyjściu powiedzieli, że ładna, sympatyczna i pogodna.
Kontakt z Teściową mam super mimo różnych humorów z obu stron. Teść był genialnym człowiekiem i do niego od razu się przekonałam. Z Teściową trochę trwało.
U mnie sytuacja jest nijaka.
Tzn. ciężko to wytłumaczyć, ale po 3 latach od ślubu dalej u teściów w domu czuję się jak gość.
Z resztą od samego początku nie mieliśmy ze sobą bliższych kontaktów. Z teściową jeszcze jako tako, mogłam porozmawiać, ale z teściem to już masakra. Zero wspólnych tematów...
A z resztą rodzinki Adamsów... no cóż... nie pałam do nich zbyt wielką sympatią. Pokazałam, że nie dam sobie na głowę wejść i mam za swoje.
A ja tylko raz miałam przyjemność z teściami..jutro jedziemy i będę miała po raz drugi
Były wtedy nieprzyjemne okoliczności (pogrzeb) ale teściowa ratowała atmosferę. Ja się trochę stresowałam, wiem, że teść również ale było ok, bo sam przychodził pogadać a tego raczej nie robi
Jest ok, ale trza pamiętać, że teściowie to jednak teściowie
UUUUUUU,ja to bym mogła o tym ksiązke napisać Otóz jak wyszłam za mąz to teściów znałam " z widzenia",gdybym ich znała a raczej tesciowa,to bym na pewno tu nie zamieszkała,no ale stało sie ,zamieszkałam i żyłam jak mysz pod miotła przez 5 lat,gotowałam jak ona chce ,prałam i wieszałam jak ona che,szłam gdzie ona chce......masakra,w ogóle nie miałam jezyka ,potem juz zaczełam sie buntowac i wychodziły calkiem nieprzyjemne wojny domowe,a ja juz po prostu miałam dośc.
Tak sie sytuacja ułożyła,ze tesciowa zmarła i teraz zyje mi sie spokojniej
Ja początki w rodzinie mojego Połówka wspominam raczej dobrze.
Jakoś nigdy specjalnie się nie stresowałam idąc do Niego do domu, wiedząc że będą tam Jego rodzice. Może dlatego, że wcześniej znali się oni z moimi rodzicami (głównie z tatą) i tata zdążył mi wszystko o nich opowiedzieć zanim ich poznałam
Ale czasem zdarzały się w ich domu różne dziwne-śmiesze sytuacje, np. kiedyś tata mojego połówka wszedł do jego pokoju bez pukania, a my sobie leżeliśmy na tapczanie, ja na Połówku. Wtedy było mi strasznie głupio, zwłaszcza, ze było to jakoś na początku naszej znajomości
Ale czasem zdarzały się w ich domu różne dziwne-śmiesze sytuacje, np. kiedyś tata mojego połówka wszedł do jego pokoju bez pukania, a my sobie leżeliśmy na tapczanie, ja na Połówku. Wtedy było mi strasznie głupio, zwłaszcza, ze było to jakoś na początku naszej znajomości
Takie sytuacja, to chyba jest klasyka. Nam nie weszli, bo na szczęści pukają. Ale kiedyś poszli na zakupy, dom pusty i wiadomo. Nagle słyszę trzask drzwi. T. mówi, że przeciąg. Za chwilę kroki na schodach, a my panika i szybkie ubieranie.
Ja moich teściów z miejsca polubiłam! Teść na początku wydawał mi sie sztywny, ale z biegiem czasu poznałam że jest dokładnie taki jak mój P. w głowie mu quady, paintball i tym podobne
Teściowa od początku mówi do mnie tylko i wyłącznie Majeczka a czasami sie zapomina i powie również córeczko moja
A co do wchodzenia do pokoju... teście NIGDY nam nie weszli. Jak coś chcą od mojego P. to zawsze pukają i czekają az im otworzymy.
Za to jego 9-letni brat wszedl w... ważnym momencie Gdyby nei koc, to dziecko zastalo by dziwny obrazek jak na swój wiek
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6Następny
Strona 1 z 6
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach