Wysłany: Sob 19-12-2009, 9:28 Temat postu: Pogodzić się z matką?
Witam wszystkich.
Chciałabym opisać swój problem i poprosić o jakieś sugestie co do rozwiązania go.
Moja matka miała 17 lat gdy mnie urodziła. To była wpadka, z moim ojcem przez rok próbowali tworzyć rodzinę. Nie udało się bo uważała, że mój ojciec jest dla niej złym partnerem. Szybko się pocieszyła i znalazła sobie innego faceta. Gdy zaszła znów w ciążę tamten od razu uciekł tak więc matka wychowywała sama mnie i siostrę.
Przez całe życie słyszałam, że jestem odpowiedzialna za niepowodzenia mojej matki, że to ja zmarnowałam jej życie, że przeze mnie do niczego w życiu nie doszła. Moja siostra natomiast była ulubienicą wszystkich, zawsze była wychwalana ponad niebo i traktowana z ulgami. Dlatego też nigdy do niczego się nie przykładała, w szkole cudem zdawała z klasy do klasy, piła alkohol, paliła. Szybko podzieliła los naszej matki i mając 16 lat zaszła w ciążę. Dziecko oddała a właściwie dziecko jej zabrali bo nie mieliśmy w domu warunków dla małego dziecka. Matka też piła i imprezowała. W domu była gościem a jak już pokazywała się w domu to co raz z innym facetem. Ja żyłam za pieniądze które przesyłał mi w tajemnicy ojciec.
Skończyłam 18 lat i wyprowadziłam się w domu. Zamieszkałam u ojca z jego żoną i dziećmi. Ojciec karmił mnie, ubierał, wysłał na prywatne studia. Na studiach też poznałam swojego przyszłego męża. Pod koniec studiów wzięliśmy ślub. Siostra w tym czasie urodziła jeszcze dwójkę dzieci które też po pewnym czasie trafiły do domu dziecka a matka jak piła tak dalej piła.
Gdy z mężem wyprowadziliśmy się "na swoje" byłam w 4 miesiącu ciąży. Nie mam pojęcia jakim cudem ale matka dowiedziała się gdzie mieszkam i przyszła prosić o pieniądze a właściwie to ich zażądała. Gdy ich nie dostała, pobiła mnie. Byłam sama w domu. Poroniłam.
Dzisiaj mam 28 lat, roczne dziecko, kochanego męża, dobrą pracę i poukładane życie. Z matką, siostra i pozostałą częścią rodziny nie mam kontaktu, jedynie z ojcem. Jakiś czas temu dostałam od matki długi list w którym ona mnie przeprasza, tłumaczy się głupotą i brakiem dojrzałości. Jest chora, potrzebuję pomocy i podejrzewam, ze gdyby nie to to by nadal nie pamiętała o moim istnieniu. Amputowali jej jedną nogę aż za kolano. Potrzebuję stałej opieki i "normalnych" warunków mieszkaniowych a niestety siostra tego zapewnić jej nie może.
Poprosiła mnie w liście o szansę, abym ją wzięła do siebie i pomogła jej. Wiem, że ludzie zasługują na drugą szansę, ale ja nie umiem zapomnieć tego wszystkiego co mi zrobiła, tego że zamieniła moje życie w piekło, że zabiła moje dziecko. Teściowa doradza mi abym przystała na to, że mogę matce nie wybaczyć tych złych rzeczy ale powinnam (a właściwie to jest moim obowiązkiem) ją wziąć i jej pomóc.
Tak więc potrzebuję opinii kogoś postronnego, nie związanego z tą sprawą. Jak postąpić?
Ciężki orzech do zgryzienia. Myślę, że powinnaś porozmawiać ze siostrą i wspólnie wymyślić rozwiązanie. Jeżeli nie masz warunków by wziąć matkę do siebie to może zapewnić jej opiekunkę?
Wiesz, jeśli nie pogodzisz się z Mamą teraz, to im dłużej to będzie trwało tym trudniej będzie Ci podjąć decyzję. Sądzę, że to już czas by zakopać wojenny topór i na wyciągniętą rękę do zgody - po prostu ją podać.
Wiem, że wycierpiałaś wiele, ale skoro Matka (która zawsze matką pozostanie) potrafiła przyznać się do błędu - myślę że warto spróbować Jej wybaczyć. Kto wie jak się zmieniła, moze jeszcze będzie dobrą babcią skoro matką nie umiała być. Poza tym nareszcie po tylu latach upokorzeń - z jej własnych ust masz szansę usłyszeć dwa slowa "przepraszam" i "wybacz". MOżesz też usłyszeć Jej wersję. Sądzę, ze warto podjąć wyzwanie i spróbować.
Bardzo smutne to wszystko, co piszesz. Współczuję i jednocześnie cieszę się, że po tym wszystkim udało Ci się stworzyć szczęśliwą rodzinę i ułożyć życie. Nóż się w kieszeni otwiera, gdy czyta się, co Twoja mama zrobiła, ale chyba Dotka ma rację - to Twoja matka. Myślę, że warto podjąć ryzyko. Co, jeśli za kilkanaście (-dziesiąt) lat Ty będziesz potrzebowała pomocy od swojego dziecka i jej nie otrzymasz? Myślę, że to by był dobry krok z Twojej strony, pomoc dla matki, świadectwo dla dziecka. Jeżeli zobaczysz, że nic się nie zmieniło, wtedy pomyśl, co z tym zrobić - opiekunka, dom opieki? Ale spróbować chyba warto.
Z moją siostry nie ma sensu rozmawiać. Mieszka cały czas z matką. Nie stać mnie na opiekunkę więc podejrzewam że siostrę tym bardziej nie. Miejsca u nas tez nie ma w mieszkaniu. Mamy jedynie dwa pokoje. Jeden pokój dziecka a drugi nasz który jest równocześnie salonem i jadalnią. To tak jeśli chodzi o techniczne aspekty, te bardziej przyziemne.
A ja boję się że zrobi coś mojemu dziecku, ta kobieta chyba jest niepoczytalna. W liście nawet napisała że zdarzyło się jej uderzyć dzieci siostry więc pewnie i nie zawachałaby się uderzyć dziecka córki której nienawidziła całe życie. Nie miała nawet zachamowań aby mnie pobić choć byłam dorosła.
Może to głupie ale ja jej nie wierzę ani w jej zmianę ani w jej żal. Nigdy nie zaznałam od tej kobiety nic dobrego. Nie jednego juz człowieka nabrała na takie sztuczki. Wyleczyłam się z tego, zostawiłam to za sobą. Jest mi diabelnie trudno zdecydować co dalej.
A mój mąż... To chyba historia na osobny temat. On jest zdecydowanie na nie, nawet zapowiedział że jeśli ona z nami zamieszka to on odejdzie i zabierze dziecko i nie pozwoli aby miało styczność z morderczynią. Może i z czasem by zmienił zdanie ale ryzykuje rozbicie własnej rodziny...
Jedwabna, ja bym oddzieliła takie sprawy jak pomoc i zabranie matki do siebie, oraz wybaczanie i zapominanie.
Faktycznie, dzieci mają obowiązek opiekowania się rodzicami, ale nie oznacza to, że muszą z nimi mieszkać czy w ogóle robić coś osobiście. Jeśli nie czujesz się na siłach żeby ją zabrać do siebie, lub po prostu obawiasz się jak to będzie, możesz ją wspierać na inne sposoby - finansowo, lub odwiedzając w miarę możliwości i czasu.
Być może Twoja mama zmieniła się i naprawdę próbuje coś naprawić, ale też nie da się wykluczyć, że ta jej skrucha wynika bardziej z sytuacji w jakiej się znalazła niż z potrzeby serca. Niektórzy ludzie są niedojrzali przez całe życie i nie potrafią sobie poradzić sami ze sobą, a co dopiero z odpowiedzialnością za bliskich. Czasem nam się trafiają właśnie tacy rodzice i niestety nic na to nie możemy poradzić. Nie wiadomo co się działo (i dzieje) w jej głowie, więc ja bym jej nie osądzała. Jednak po tym co przez nią przeszłaś, nawet jeśli nie wynikało to ze złych intencji, trudno Ci będzie zapomnieć doznane krzywdy. Ja bym nie próbowała się na siłę z nią jednać, ani jej brać wbrew sobie do swojego domu, ale starałabym się wybaczyć na tyle ile mogę, przede wszystkim dla siebie samej, żeby nie żyć w rozgoryczeniu i gniewie. Może spróbuj po prostu stopniowo nawiązywać kontakt z matką i wtedy zobaczysz, na ile się zmieniła i czy możecie dalej tworzyć rodzinę.
A mój mąż... To chyba historia na osobny temat. On jest zdecydowanie na nie, nawet zapowiedział że jeśli ona z nami zamieszka to on odejdzie i zabierze dziecko i nie pozwoli aby miało styczność z morderczynią. Może i z czasem by zmienił zdanie ale ryzykuje rozbicie własnej rodziny...
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 02 Sie 2009 Posty: 172
Wysłany: Sob 19-12-2009, 18:48 Temat postu:
Oo Mój Boże! Nie będę w żaden sposób oceniać Twoich decyzji i tego co zrobić ze swoją matką. Napiszę tylko co ja bym zrobiła. Dla mnie pomoc = wybaczenie. A wybaczyć komuś kto doprowadził do śmierci mojego dziecka??! Całą resztę pewnie mogłabym wybaczyć, ale TO... NIGDY! Patrzyłabym z przyjemnością jak gnije gdzieś.. Na samą myśl, że ktoś mógłby skrzywdzić moje dziecko (którego na marginesie jeszcze nie mam) robi mi się niedobrze i budzi się we mnie jakaś dziwna.. może agresja.. może bezwzględność..
Ach.. i jeszcze jedno. Zastanów się co będzie jak jej pomożesz.. Bo tacy ludzie nie liczą się z nikim. Zastanów się co będzie jak wstąpią na drogę sądową, aby przyznać im alimenty, które będziesz musiała płacić (i matce i siostrze), bo jest taka możliwość. I warto poświęcać dla nich własną rodzinę, własne życie, na które ciężko pracowałaś?
Nie wiem, czy umiałabym wybaczyć, wątpię. A już na pewno nie zamieszkałabym z osobą, która tak mnie skrzywdziła. Mimo wszystko. Są domy pomocy społecznej. Może to dobre miejsce. Mogłabyś odwiedzać mamę w miarę możliwości albo zabierać czasem do siebie, jeśli miałabyś ochotę. Cholernie trudna sprawa.
Moim zdaniem Twoja matka zdała sobie sprawę że porodziłaś sobie w zyciu i żyjesz na takim poziomie aby spokojnie żyć.Pewnie pomyślała że skoro taka "kasiasta" jesteś, życie Ci sie poukładało a ona jako twoja matka zasługuje na przebaczenie to Ty pewnie żucisz sie jej na pomoc.Pewnie wpadła na genialny pomysł że nie ma za co żyć a Ty jej wybaczysz.....Sprawa trudna, co zrobisz to tylko zgodnie z własnym sumieniem , nikt nie będzie Cię za to rozliczał.Wiem co to znaczy bo ja mam podobna sytuację z ojcem, poprostu on dla mnie nie istnieje i raczej nigdy mu nie wybacze.Przemyśl to dobrze.Masz się bać ze bedzie niebezpieczna dla Twojego dziecka? Będziesz ciągle myślała czy w domu wszystko ok i wogóle.Mój ojciec też napisał mi list że niby się zmienił i chce dobrze.Wiem może zrobiłam źle , może powinnam mu wybaczyć ale nie potrafiłam, bałam się i chyba słusznie.Teraz nie poznaje go na ulicy , jest całkiem innym człowiekiem , nie chodzi tylko o picie ale o jego zachowanie itp.Nie wiem czy masz w sobie tyle siły żeby wziąść nie oszukujmy się taki ciężar na swoje barki.Pamiętaj nie można całe życie patzreć sie na kogos i żyć pod czyjeś dyktando. Ty też masz prawo do swojego życia i świętego spokoju . Teściowa...teściowa pewnie chce dobrze ale nie czuje tego co Ty. Ja trzymam kciuki że wszystko ułoży sie dobrze , jaka by to nie była decyzja z Twojej strony nikt nie powinnien mieć Ci tego za złe . Powodzenia.
Dołączone po 3 minutach 6 sekundach:
Jesienna napisała:
Ach.. i jeszcze jedno. Zastanów się co będzie jak jej pomożesz.. Bo tacy ludzie nie liczą się z nikim. Zastanów się co będzie jak wstąpią na drogę sądową, aby przyznać im alimenty, które będziesz musiała płacić (i matce i siostrze), bo jest taka możliwość. I warto poświęcać dla nich własną rodzinę, własne życie, na które ciężko pracowałaś?
No właśnie ja tego nie rozumiem...a nawey jeśli matki nie wieżmie do siebie to ona też może podać ją o alimenty....dla mnie to jest chore
To trochę zmienia postać rzeczy. To, że nie masz warunków w domu, to jest, naturalnie, silnym argumentem. Ale najważniejsze jest to, co myśli i mówi mąż. Jesteście jednością. Nie znaczy to, że macie myśleć tak samo i podejmować identyczne decyzje, ale jeżeli jego postawa jest tak radykalna (i słuszna, niestety) myślę, że nie ma nad czym myśleć. Nie skazuj siebie na porażkę, nie łam życia sobie i swojej rodzinie, którą udało Ci się założyć i uszczęśliwić. Tak jak radzi Jowita, najrozsądniej byłoby małymi krokami zbliżyć się do niej, może ocenić, w jaki sposób zareaguje na odmowę przyjęcia jej do domu, rozmawiać, zobaczyć, na ile jej zmiana jest prawdziwa, a na ile sprofilowana na potrzeby. Także po pierwsze Twoja rodzina - tak mi się wydaje. Ale decyzja jest Twoja; pamiętaj, żeby ją podjąć także rozsądkiem, nie tylko emocjami, sercem.
Ja tez bym nie wzieła do siebie. Pomóc, owszem bym pomogła, wlasnie moze dom opieki ? Moim zdaniem nie powinnaś ryzykować... Nigdy nie wiadomo co sie moze wydarzyc a swoją drogą wcale sie nie dziwie Twojemu mezowi.
Ale masz problem, współczuje... Ja bym chyba nie potrafiła wybaczyć takiego zachowania "matki". Poroniłaś przez nią i nie dała Ci w życiu ani odrobiny miłości a teraz kiedy potrzebuje pomocy zgłasza się do Ciebie bo Tobie ułożyło się jakoś życie... Ma tupet. Gdyby naprawdę żałowała swojego zachowania to nie prosiła by Cię o pomoc, nie śmiała by... błagała by o wybaczenie bezinteresownie.
współczuję ogromnie...jedyne co mogę napisać - ta sprawa nadaje się do sądu. nie wybaczyłabym. to smutne, ale nie potrafiłabym zaufać po raz drugi. Twój mąż ma racje. Trzymaj się cieplutko
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony 1, 2, 3Następny
Strona 1 z 3
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach