Dobrze jest jak ktoś przyniesie kawę, to wtedy od razu się podnosi.
Problem w tym, że nigdy nie pijam kawy rano, zupełnie nie mam smaku. I nie chodzi o to, że jestem tak senna, zmęczona, że nie mogę wstać, tylko w łóżku jest tak przyjemnie... .
Może kłopot w tym, że studiując nie ma opcji, by wstawać regularnie. Nigdy nie mam na tę samą godzinę, więc nawet jeśli ustaliłabym sobie, że będę wstawać codziennie o 7, to dziś bym się tym sposobem spóźniła, a jutro miała 3-4h do zajęć; bez sensu. Poza tym każdego dnia są inne obowiązki, czasem jest więcej zadań, nauki, czasem praca da bardziej popalić. No ni da rady i już.
W gruncie rzeczy, to ja chyba nie chcę walczyć z tym nawykiem. Sama siebie przekonuję, że jest mi dobrze .
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 27 Lut 2009 Posty: 704 Skąd: Miasto bez rzeki :)
Wysłany: Czw 07-01-2010, 19:22 Temat postu:
mari_cruz napisała:
Problem w tym, że nigdy nie pijam kawy rano, zupełnie nie mam smaku. I nie chodzi o to, że jestem tak senna, zmęczona, że nie mogę wstać, tylko w łóżku jest tak przyjemnie... .
Może kłopot w tym, że studiując nie ma opcji, by wstawać regularnie. Nigdy nie mam na tę samą godzinę, więc nawet jeśli ustaliłabym sobie, że będę wstawać codziennie o 7, to dziś bym się tym sposobem spóźniła, a jutro miała 3-4h do zajęć; bez sensu. Poza tym każdego dnia są inne obowiązki, czasem jest więcej zadań, nauki, czasem praca da bardziej popalić. No ni da rady i już.
W gruncie rzeczy, to ja chyba nie chcę walczyć z tym nawykiem. Sama siebie przekonuję, że jest mi dobrze .
Mari jakbyś czytała w moich myślach!! Mam dokładnie to samo, na moje nieszczęście;P
MAri ja też mam to samo. U mnie ciężko jst ogarnąć dobrą porę na sen i wstawanie. Mam studia dzienne i zaoczne, więc czasami się wysypiam, czasami nie. Czasami mam 1 godzinę zajęć raz na 2 tyg w piątek, a w poniedziałki mam od 7 do 21.30. Więc to w ogóle nie jest regularny tyryb życia. Nie mam pracy 8godzinnej, bo czasami jestem na nogach na różnych zajęciach, czy w pracy, czy to aerobik jak prowadzę to po 12-13h, a czasami 6.
Martwię się, bo też lubię długo siedzieć do nocy robiąc byle co na komputerze, czasami pisząc prace, robiąc dużo rzeczy na uczelnię.
Najpiękniejsza pora na wstawanie to dla mnie 10-11. Ale nie mogę sobie na to pozwolić, jedynie w wolne dni się udaje.
Nie piję rano kawy, więc też mam problem, ja w ogóle nie pijam kawy .
I też mam problem z przestawianiem budzika co 5 min .
Tego chyba nie da się oduczyć, ale mam nadzieję, że kiedyś będę miała regularny tryb życia i będę zasypiała jak Mój D. ok 23.
Echh ciężka sprawa z Nami leniuchami, którzy przez sytuację są zmuszeni wstawać wcześnie i cierpieć .
Ja jestem śpioszkiem totalnym, ale moją ulubioną porą chodzenia spać jest między 22-22.30. Tzn. ja bym chciała wcześniej, ale w tym wieku to tak głupio z dziećmi chodzić spać.
Za to najlepszą porą wstawania dla mnie jest 8. Wtedy budzę się wyspana, wypoczęta. Rzadko o tej porze wstaje, gdyż codziennie wstaje o 6.45 (zwlekam się wtedy z ciężkim bólem serca). Mam nastawione 4 budzenia, a i tak mąż budzi mnie z 5 razy, jak nie więcej.
Ja ostatnio działam jak zegarek i budzę się przed moim dzieckiem. Hormony zdecydowanie robią swoje i nie potrzebuję ani kawy, ani wspomagania. Choć generalnie lubię sobie pospać.
U mnie to z tym spaniem jest różnie. Jestem osobą, która dosyć wcześnie chodzi spać (22.00 - w porywach do 23). Jak mam następnego dnia rano wcześniej wstać, to i wcześniej idę spać, a praktycznie prawie codziennie ma pobudka 6.00 (zdarza się i 5.00, a wtedy to już masakra). Tylko jak mam wolne od pracy to sobie mogę pospać dłużej. Dla mnie taką optymalną godziną wstawania rano, jest 8.00 - najpóżniej 9.00. Bardzo rzadko mi się zdarza wstawać później niż o tej godzinie co wcześniej podałam.
Ja do zawsze byłam rannym ptaszkiem, tzn. nigdy nie miałam większych problemów ze wstaniem. Nawet na studiach gdy koleżanka z pokoju siedziała do późna ucząc się, ja wolałam iść spać i wstać wcześniej, żeby sie pouczyć, ze swieżym rannym umysłem.
A dziś też nie potrzebuje zadnych motywatorów, nawet mój zegar biolgiczny zaczął bić w takt budzika, bo bardzo często mam tak, ze budzę się na parę minut przed budzikiem i to na szczęście budzę się wyspana. A sypiam ok 7, max 8 godzin.
Hmm, ja też należę do grona tych śpioszkowatych, ale uważam, że jeśli ktoś śpi odpowiednią ilość godzin ok. 8, to nawet jak rano nie będzie mu przyjemnie się wstawało, to w dzień będzie u szczytu swoich sił. Bo za krótki sen daje się we znaki w postaci zmęczenia, złości a za długi rozleniwia. Także najlepiej znaleźć złoty środek Dla mnie idealną porą do wstawania jest godzina 9,ale że w tygodniu trzeba szybciej to nadrabiam w weekend troszkę Także moją radą jest mieć to na uwadze i walczyć ze swoją wolą mówiąc sobie, że to tylko dla naszego dobra. Założę się, że odpowiednia pora i długość snu to także piękniejsza uroda, także same plusy...;]
A ja tak nie mam- uwielbiam wcześnie wstawać i wyobrażać sobie jak będzie wyglądał mój dzień. Jest tak chyba dlatego,że mam bardzo fajną pracę- niby ciężko pracujemy ale zawsze znajdzie się chwila,by pobuszować w necie:) Niemal codziennie wstaję o 4.15 bez względu na to o której wstaję
Ja to robiłam tak samo (jak trzeba np. gdzieś w trasę ruszyć)
Też rano najlepiej mi się śpi, a wieczorem kładę się bo "przyzwoitość nakazuje"
Jak faktycznie wstać wcześnie muszę to albo muszę zarezerwować sobie czas na rozbudzanie (jak mąż jest w domu, to dopilnuje żeby ponownie nie zasnęła ) albo ustawiam sobie budzik w telefonie z Viva Carnival, żeby wprowadziło mnie w dobry nastrój. W ogóle dobra muzyka na dobudzenie i poprawę nastroju to podstawa.
Kawę piję bo lubię, nie budzi mnie absolutnie (no może poza jednym gatunkiem, z 50% zawartością Robusty).
Przeczytałam kiedyś fajny sposób na zapewnienie sobie miłego poranka tylko wymaga to praktyki.
Wstając myśleć o tym co miłe. Spojrzeć przez okno na ptaki, iskrzące się ośnieżone drzewa, promienie słońca próbujące przebić się chmury. Pomyśleć o tym co MIŁEGO dzisiaj nas spotka. Z takim nastawieniem może choć odrobinkę łatwiej będzie pożegnać tak cudownie ciepłą podusię
Ja się zaliczam do tych, które w nocy lubią oglądać sobie telewizję nawet do 24.00, gorzej jest z porannym wstaniem, a niestety trzeba (obowiązki).
Ale najbardziej lubię weekend, bo mogę się wylegiwać w łóżku nawet do 11.00.
To też zależy od trybu pracy.. ja (jak jeszcze byłam piękna i młoda:P) pracowałąm jako kelnerka wiec po nocce miałam wolne i mogłam sobie pozwolić na spanie do 13 następnego dnia Ale teraz jak już mam 18+ to nawet bym, chyba nie mogła tyle spac.. Praca, dom, obowiązki, dzieci- nie wyobrażam sobie
Ja jestem srednim spiochem. Kiedy pracowalam to chodzilam spac okolo 22/23 a wstawalam czasami o 5 a czasami o 8.
Teraz kiedy siedze w domu to chodze spac bardziej 22.30 zalezy jak Polowek sie kladzie bo ja nie lubie sama i wstaje okolo 8.30
Mysle ze nie jest zle, choc dzisiaj mialam 2h popludniowa drzemke
Ja uwielbiam w nocy posiedzuiec a potem pospac, ale zauwazylam, ze jak wczesnie wstane to potem mam wiecej energii caly dzien, takze czesto staram sie wstac zaraz po 7.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach