Wysłany: Czw 07-01-2010, 11:12 Temat postu: Rano trzeba wstać... a się nie chce
Rzecz skierowana jest do Was wszystkich, bo ciekawa jestem Waszych opinii i rad. Mam nadzieję, że znajdą się też foremki, które mają podobny "problem" i zjednoczą się we frustracji ze mną .
Zauważyłam, że większość z nas dzieli się na dwie grupy. Jedni mogą spać mniej, inni więcej. Jednym starcza 4-5h snu, inni potrzebują dwa razy tyle, by się wyspać. Jedni kładą się przed 23, inni grubo po 1-2. Jedni wstają o 7, inni ledwo zwleką się z łóżka o 10.
Ja należę do tej bardziej leniwej - choć wg naukowców - całkiem normalnej grupy. Tak już jestem skonstruowana, że lubię sobie posiedzieć w nocy, lepiej mi się wtedy uczy, pracuje, żyje w ogóle. Ale lubię też dłużej pospać. W związku z tym nie ma absolutnie żądnej możliwości, żebym wstała wcześniej po to, by coś zrobić (chyba że jest to coś naprawdę ważnego i nie do przełożenia, typu wizyta lekarska). Nawet gdy obiecuję sobie, że wstanę rano i się pouczę, bo już wieczorem nie mam siły, to walka z budzikiem jest bardzo krwawa i wstaję dużo później niż zamierzałam . Wolę posiedzieć do 2-3 w nocy niż wstać o 6, bo wiem, że to nierealne.
Ale może jednak da się coś z tym zrobić? Macie jakieś sposoby-motywatory do wstawania? Oprócz rady "kładź się wcześniej spać" (bo to nie o to tu chodzi, równie dobrze mogę pójść spać o 22, a i tak rano będzie walka ). Są okresy, kiedy naprawdę dobrze jest mieć dłuższy dzień, bo jest tyle do zrobienia, a tu człowiek wstaje godzinę (co najmniej) później niż zamierzał i frustracja na pół dnia . Macie jakieś pomysły? .
Dziecko jest najlepszym motywatorem. Bo nie masz innego wyjścia heheh.
A tak serio. Ja jestem śpiochem. Podobnie jak ty, nie kłade się wczesnie spać, chyba ze jestem bardzo zmęczona, bo po prostu nie zasnę. I zawsze mi brakuje snu. Jak nie miałam bąbla i chodziłam do pracy potrafiłam spać do oporu nawet kosztem tego, ze zostawało mi tylko pół godziny do wyjścia i wszystko trzeba było robić w biegu, zeby sie wyrobić. Tzw. "jeszcze minutke sobie poleże ) W związku z tym miałam ustawione budziki, które dzwoniły już od 6 rano co godzinę, żeby mnie dobudzic np na 8.
I do dnia dzisiejszego, jesli moge to spie tyle ile organizm potrzebuje, bo wychodze z założenia, ze lepiej sie wyspac i miec dobry dzien mimo,ze krótki niz chodzic jak sfrustrowane zombi.
Mari, ja mam ten problem odkąd pamiętam, czyli od tzw. zerówki. Nie zważając na to, że mamy dopiero po 6 lat, kazali nam się stawiać w środku nocy, czyli o ósmej.
Wiele razy podejmowałam próby wcześniejszego wstawania. Odpuściłam sobie nawet ambitne plany "porobienia czegoś". Ostatecznie chodzi mi tylko o to, żeby rano nie biegać w popłochu, że gdzieś nie zdążę. I wiesz co? Doszłam do wniosku, że we wczesnych porach jestem w innym stanienie świadomości, niż ta odpowiedzialna i konsekwentna osoba, która wieczorem postanowiła sobie wstać rano. No a jeśli nie jestem sobą, to nie mogę się wywiązać z własnych zobowiązań.
Niestety nie mam na to rady, chyba kwestia przyzwyczajenia, ale to też nie da się diametralnie zmienić zachowań.
Ostatnio bardzo dobrze mi się wstawało o 8. Byłam wyspana i nawet nie miałam chęci leżeć dalej, ale o tej 23-24 musiałam znaleźć się w łóżku, żeby te pełne 8 godzin przespać. Tyle potrzebuje i pół godziny mniej robi już kolosalną różnicę w moim przypadku. Było to idealne rozwiązanie, bo miałam długi dzień i na uczelnię spokojnie się wyszykowałam, zjadłam śniadanie bez pośpiechu i jeszcze mogłam usiąść na forum.
Niestety przemęczenie mnie dopadło i choroba i się rozsypało wszystko. Mogłam spać i spać i zaczęłam wstawać znowu o 10, a to już dla mnie za późno. Spać chodziłam o bardzo rożnych porach, a to też mi nie służy. Chyba dobrym rozwiązaniem jest trzymanie się stałych godzin snu. Organizm sie przyzwyczaja i odpoczywa kiedy ma na to czas.
Znowu zaczynam się uczyć spać dobrze i w odpowiednich godzinach. Mam ustawiony budzik na 8 i wtedy staram się wstać. Już mi się udaje bez problemu wyjść z łóżka o 9. Wtedy taką sama techniką się uczyłam wstawać, więc wiem, że podziała.
Dla mojego organizmu idealną godziną jest 8.00. Jak wstaję wcześniej, to czuję sie rozbita,. to samo kiedy wstanę później. Brakuje mi energii i zapału, nie mogę się zorganizować.
Mój D. wstaje około 6 i on po 21 jest już senny i najlepszą godziną na sen dla Niego jest 22. Także mnie często zostają wieczory, bo On idzie wcześniej spać ode mnie. Nie ma sensu, żebym ja zasypiała tak wcześnie, bo i tak pobudka o 6 byłaby koszmarem. Kiedy On śpi, ja mam czas poczytać czy posiedzieć na forum. Oczywiście to wcale nie wyklucza wspólnego pójścia do łózka co bardzo lubię. W końcu od czego jest laptop.
Ogólnie nie mam problemu ze wczesnym wstawanie, chociaż lubię też sobie pospać.
Kiedy wiem, że muszę wstać wcześnie bo np. idę do pracy to zazwyczaj wstaję o 2-3 godziny wcześniej. Żeby spokojnie się "Wyrobić". Nie cierpię za to wstawać pół godziny przed wyjściem, bo taka sytuacja by mnie tak zestresowała, że miała bym spalony cały dzień.
Wole spokojnie wstać i się rozbudzić, posiedzieć sobie spokojnie i troszkę "pomieszkać" w domku, zaglądnąć jeszcze do neta lub pobawić się z psami i dopiero wyjść do pracy. Z reguły jestem gotowa do wyjścia na godzinę przed. Wiem, wiem może wydać się to dziwne, ale tak już mam.
Ja sie podpisuje pod grupa leniuchow... Wydaje mi sie, ze u mnie to nie potrzeba 8 godzin snu ma znaczenie, a raczej godzina, o ktorej musze wstac. Czy ide do lozka o 22 czy o 4 nad ranem to spie do tej 10... Przez rok czasu mialam rewelacyjna motywacje by wstawac - prace. Kochalam moja prace, po prostu nie moglam bez niej zyc i gdy przy budziku pomyslalam sobie, ze zaraz sobie popracuje, ahhh...
Slyszalam natomiast od pewnej osoby, ze sprawdza sie by zaraz po przymusowym przebudzeniu poswecic troche czasu na cos co bardzo sie lubi jak np. przeczytanie kilku stron ksiazki i wypicie kubka kawy nim sie rzuci w wir zycia codziennego. Ale to by oznaczalo pobudke przynajmniej o te 30 min wczesniej, u mnie niestety nie dziala...
Ja uwielbiam siedzieć długo w nocy, chyba dlatego że tak naprawdę wtedy mam dużo czasu i nikt mi nie przeszkadza, synek śpi, można spokojnie pogadać, posiedzieć w necie czy obejrzeć film.
Niestety długie posiedzenie nocne mści się rano, kiedy synek wyciąga mnie z łóżka za uszy.
Mam tylko jeden sposób na szybkie wstawanie. Kiedy dzwoni budzik od razu wstaję z łóżka, przestawianie zegara "jeszcze pięć minutek" i przewracanie się z boku na bok skutkuje tym, że wstaję z jeszcze większym bólem i totalnie niewyspana.
Ja jestem takim dziwnym typem pośrednim. Nie bardzo lubię siedzieć w nocy- ale jak jestem w trakcie jakiejs roboty to ta pora zupełnie mi nie przeszkadza. Z uwagi na ogrom zajęć zwykle kładę sie spać ok 24 a wstaję o 6. O 6 bo muszę. Optymalną godziną do pobudki jest u mnie 8. Bez względu na to o której się położę- budzę się wypoczęta o tej porze prawie zawsze.
Dobrym sposobem na ustalenie optimum snu dla organizmu jest regularny tryb życia i nie spożywanie kolacji przed snem (w sensie min.2 godzin) ani też żadnych posiłków. W każdym razie u mnie działa.
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 16 Mar 2006 Pochwał: 4 Posty: 7410 Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw 07-01-2010, 14:23 Temat postu:
efrell napisała:
Dziecko jest najlepszym motywatorem. Bo nie masz innego wyjścia heheh.
Wyjściem może być lubiący wstawać wcześnie mąż.
Ja jestem strasznym leniuchem, odkąd mam dziecko z ledwością zwlekam się z łóżka o 10-11. Kiedy pracowałam, musiałam wcześniej wstawać, nie było wyjścia, ale i tak miałam szczęście, że pracę zaczynałam o godzinie 10, więc pobudek wcześniejszych niż 7.30-8.00 nie zaliczałam.
Za to w nocy mogę siedzieć do oporu. Czasami mam wrażebie, że im później, tym mniej mi się chce spać.
Idealny temat, już od kilku miesięcy próbuje zmusić się do wczesnego wstawania. Muszę chyba sprawić sobie to dziecko.
Nie mam w ogóle motywacji wstać wcześniej jeszcze przez to że pracuje przez pół tygodnia w nocy i na prawdę nie mam siły wstać rano kończąc pracę o 3 czy 4. Ale nawet jak mogę wstać to mi się po prostu nie chce.
Kurcze, niby nie problem ale jednak czasem lepiej jest wstać wcześniej i mieć potem całe po południe wolne.
Chyba mam prawie identycznie jak dotka.
Generalnie mam problemy z zasypianiem, równocześnie wieczorem lepiej mi się myśli niż w południe, choć rano też lubię wstać. Kładę się około 0.00-30.
Wstaje zawsze między 5-5.30. W wolne dni wstaję 7-8. Nie mam aż takich problemów z tym, jedyne to to, że zanim wyjdę z domu czy wezmę się za jakąś robotę lubię jakąś chwile posiedzieć z kawą czy herbatą w ręku - a przez to na inne rzeczy brakuje czasu.
Sposoby:
1. wewnętrzna motywacja - myślę, sobie co mnie zbawi że się wyśpię o 10 czy 30 minut dłużej? Załatwię co mam załatwić i zdrzemnę się po południu.
2. zewnętrzna - poprosić kogoś by Cie budził do upadłego. Dobrze jest jak ktoś przyniesie kawę, to wtedy od razu się podnosi.
Uwielbiam spać i mogłabym spać całą dobę. Nie robię tak tylko dlatego, że mi szkoda dni. Walczę ze sobą i swoją miłością do snu nieustannie. Ostatnio mam okres, że wstaję przed 9 z łóżka, od razu kawa i jakoś funkcjonuję. Mam dłuższy dzień i mogę więcej zrobić. Nie kładę się specjalnie wcześnie, bo nie lubię. W łóżku jestem zwykle o 12 albo 1 czy 2.
Całe moje plany wczesnego wstawania upadają, jak rozkłada mnie choroba. Wtedy z braku siły śpię całymi dniami i potem ciężko mi się przestawić na ranne wstawanie.
Teraz mam okres wstawania koło 8-8.30. Tydzień byłam w górach i na 9 miałam śniadanie i jakoś się przestawiłam. A spać chodzę zwykle po północy.
Ja jestem straszny śpioch. Kiedyś lubiłam siedzieć do późna i rano dłużej pospać, ale teraz muszę wstawać przed 6 i choć dalej chętnie posiedziałabym dłużej w nocy to wiem, że rano trzeba wstać i chodzę spać około 22-22:30. W weekendy lubię dłużej posiedzieć i dłużej pospać ale to się mści na mnie w poniedziałki.
Ale strasznie nie lubię wstawać rano i jest mi z tym ciężko.
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 17 Lis 2009 Posty: 243 Skąd: tam gdzie spadają gwiazdy
Wysłany: Czw 07-01-2010, 18:24 Temat postu:
Mari mam dokładnie tak samo jak Ty, mogę siedzieć do 2- 3 w nocy, ale za t nadrabiam rano i śpię do 11 a potem się wkurzam że pół dnia straciłam.
Niestety tak już mam i nie mam pojęcia jak można to zmienić, ale chyba nie ma sensu robić nic na siłę.
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6Następny
Strona 1 z 6
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach