Hej. Opcji, żeby samodzielnie się utrzymać, jest wiele. Oczywiście zarabiając 1200 zl/ m-c w dużym mieście będzie bardzo ciężko, ale może znajdź dorywczą, mało męczącą pracę?
Ja jeszcze niedawno też zastanawiałam się, jak wszystko ze sobą pogodzę, bo finansowo też ledwo stoję na nogach...
4 m-ce temu zostawił mnie narzeczony. Zostawił nie tylko mnie, ale i kredyt na mieszkanie i samochód (który wspólnie mieliśmy spłacać, ale pożyczka była na mnie, bo on nie miał umowy o pracę).
No i- po 6 latach wspólnego życia zostałam sama z 2000 zl pensji. Musiałam co miesiąc płacić 1500 zl raty za mieszkanie, 500 za samochód. Do tego opłaty i inne !ły. Bilans miesięczny wychodził jakieś -1000 zł.
Mogłam albo wrócić do rodziców, albo strzelić sobie w głowę

Albo... jakoś sobie poradzić.
Udało się, choć łatwo nie było i nie jest. Znalazłam drugą pracę, w której pracuję na pół etatu, dodatkowo sprzątam raz w miesiącu mieszkanie młodego małżeństwa.
Na życie zostaje miesięcznie ok 400 zl, i można za to przeżyć, naprawdę! I mało tego, każdy ze znajomych dziwi się, jak się dowiaduje ile zostaje mi kasy na miesiąc na wydatki.
Uważam, że jeśli naprawdę chcesz zamieszkać sama i zacząć żyć na własny rachunek, to
uda Ci się. Musisz tylko usiąść, zrobić porządny plan, rozpisać wydatki i zacząć działać!
Ja na przykład ciuchy kupuję tylko na wyprzedażach, albo w dobrych second-handach. Zakupy spożywcze robię na bieżąco w biedronce, żadnych wyjazdów do marketów itp. bo tam zostawia się najwięcej kasy.
No i żadnych nieprzemyślanych wydatków, typu "fajne buty, kupię". Wszystko musi być zaplanowane...
Tylko, tak swoją drogą... Czy nie lepiej naprawdę przez te parę lat studiów pobalowac trochę, poużywać życia?
Na dorosłość przyjdzie jeszcze czas...