Wysłany: Sro 25-08-2010, 13:21 Temat postu: Wypadki Samochodowe
Chciałam wiedzieć czy miałyście może bardziej lub mniej drastyczny wypadek i jak to wpłynęło na wasze życie??
Oczywiście jeśli są osoby dla których ten temat jest zbyt przykry itd nie muszą się wypowiadać...
Ja miałam 2 wypadki.
w przypadku pierwszego wpadliśmy na ogrodzenie czyjegoś domu na szczęście nikomu nić się nie stało po za paroma siniakami...
W przypadku drugiego zniosło mojego A. na zakręcie i wpadliśmy na betonowy murek w fosie(uratowały mnie pasy)
od tamtego czasu mam czasami lęki jeśli chodzi o szybszą jazdę i zakręty...
Przy okazji filmik ku przestrodze. ponoć puszczają takie filmiki na wykładach jak chce się odzyskać punkty stracone przez mandaty..
http://www.youtube.com/watch?v=FjtwAV5RzNw&feature=related
Ja miałam wypadek samochodowy. Prowadziłam auto , była brzydka pogoda, szaro i deszczowo, facet (Niemiec) wyjeżdżał na drogę główną nie zauważył mnie i wjechał we mnie
Byłam w takim szoku że chciałam jechać dalej ale okazało się że cała moja lewa strona była wgnieciona i nawet nie mogłam wysiąść ani odpalić auta.
Przyjechała policja, Niemiec winę zwalał na mnie że jechałam bez świateł i mnie nie widział. Ale światła były. W dodatku wzięli Go do dmuchania.
Auto było miesiąc u mechanika, mnie przepadała ciotka - lekarka, poza bólem głowy było ok.
Ale do dziś boję się kierowców który wyjeżdżają w moją lewą stronę Od razu hamuje i omijam ich szerokim łukiem.
Ja miałam wypadek, wjechał w nas samochód ciężarowy, ponad miesiąc chodziłam w kołnierzu.
Dlatego mam uraz do ludzi którzy przez własną głupotę narażają życie innych i swoje - a najgorzej oceniam takich, którym ciężko zapinać pasy, zwłaszcza siedząc z tyłu .
Mnie uratowały właśnie pasy.
Dlatego ja jeżdżę ostrożnie, i nie lubię jeździć z kimś kto tak nie jedzie.
Płeć:
Zodiak: Zodiak chiński: Dołączyła: 06 Sie 2010 Posty: 1340
Wysłany: Sro 25-08-2010, 16:45 Temat postu:
Jedno dachowanie i kolizja z autobusem. W obu przypadkach byłam pasażerem. Z dachowania wyszłam o własnych siłach wyciągając koleżankę. Samochód się zapalił. Przez trzy lata od dachowania nie prowadziłam samochodu, bo się bałam. Od jakiegoś już czasu staram się ten strach przezwyciężać i regularnie jeździć.
Miałam wypadek jako pasażer ( siedzialam z tyłu samochodu). Oprócz złamanej/peknietej miednicy nic szczegolnego mi sie nie dzialo. Ale od tego dnia boje sie jeździć samochodem. Zrobilam prawo jazdy, jeżdżę...ale staram się ograniczyć to do ostatecznego minimum.
To ze albo nie stracilam w ogole przytomności, albo jako pierwsza ją odzyskałam i ta martwa cisza która panowaław aucie pewnie bedzie mnie prześladować już do końca. Na szczęscie wszyscy wyszli z tego "cało". Oprócz auta.
Ja też miałam wypadek, jako pasażer. Na parkingu nad morzem, gdzie mieliśmy wsiadać na prom do Kopenhagi. Jechaliśmy sobie i nagle z lewej wyskoczył taki zielony bus rozpędzony na maksa ( ok. 70km/h) i centralnie w nas wjechał, a dokładniej w moje drzwi - siedziałam za kierowcą. Dodatkowo jeszcze w tym odrzucie odbiliśmy się od latarni.
Nigdy nie zapomnę tego jak patrzyłam sobie przez szybę i zobaczyłam to auto, jak dochodziło do mnie że coś jest nie tak, i jak krzyknęłam "Tato uważaj" i nawet nie skończyłam tego wymawiać i już nic nie pamiętam.
Nie wiem ile minęło, ale ocknęłam się dopiero kiedy macocha z przedniego siedzenia mnie szturchała, żebym się obudziła. I też widziałam mojego tatę i siostrę nieprzytomnych....
Jechaliśmy karetką do szpitala to pamiętam, że byłam w szoku. Wiem że mieliśmy zostać w szpitalu na obserwacji po wszystkich badaniach ale mój ojciec nie chciał i jakoś tak po 1 dniu wyszliśmy. Oprócz rozbitej głowy taty, lekkiego wstrząsu mózgu siostry, mojego urazu kręgosłupa szyjnego i ogólnie kilku siniaków wszyscy żyją .
Też mam uraz do szybkiej i brawurowej jazdy. Większość moich kolegów i mój chłopak tak właśnie jeżdżą i jestem cała spięta zawsze... Sama jak prowadzę to czuję się dobrze, ale ja nie jeżdżę tak szybko, ani tak ostro.
Dobry temat, niech będzie przestrogą dla wszystkich śmiałych kierowców, którzy to czytają...
Ja również przeżyłam wypadek. Prowadząc samochód na drogę wtargnął mi pijany, nie będę pisała że pod wpływem alkoholu,w sztok zalany facet żeby nie uderzyć w klienta skręciłam bardzo kierownicą i uderzyłam w barierki odgradzające torowisko tramwajowe. Facet pomimo, że był zalany to uciekał!Przód samochodu był do klepania, ale szczęście w nieszczęściu było to ,że nic mi się nie stało (jemu także) ,i że parę metrów za mną jechała "drogówka". Po raz pierwszy dmuchałam , ale faceci z drogówki, albo, nie wiem do dnia dzisiejszego, z jakiegoś patrolu wszystko widzieli i gnojka zatrzymali.Ale mimo wszystko miałam korowody by odzyskać pieniądze z ubezpieczenia. Ale to chyba przeszłość?
Ja przeżyłam w sumie stłuczkę. Jechaliśmy rodziną i nagle widzieliśmy jak żuk wyjeżdża z pobocza. Nie było jak go ominąć i wyhamować, wiedziałam już że w niego uderzymy. Tata tylko krzyknął żeby się trzymać i wsunęliśmy się pod niego trochę. Stresu trochę było, siostra się rozpłakała, ale nikomu nic się nie stało.
Ja miałam właściwie drobną kolizję ale stresu przy tym miałam dużo bo było to na mojej pierwszej jeździe w "L"...
Jechałam sobie na zielonym świetle na skrzyżowaniu i zaraz za nim jakiś pan postanowił mnie wyprzedzić. Wszystko byłoby Ok gdyby nie to, że kończąc wyprzedzanie tyłem swojego samochodu zahaczył o mój przód. Oczywiście się nie zatrzymał więc musieliśmy go gonić przez pół miasta A jak nam się to już udało to nie chciał się przyznać
W każdym razie skończyło się dobrze ale do następnej jazdy musiałam trochę ochłonąć bo trzęsłam się jak galareta
Też mam uraz do szybkiej i brawurowej jazdy. Większość moich kolegów i mój chłopak tak właśnie jeżdżą i jestem cała spięta zawsze... Sama jak prowadzę to czuję się dobrze, ale ja nie jeżdżę tak szybko, ani tak ostro.
Dobry temat, niech będzie przestrogą dla wszystkich śmiałych kierowców, którzy to czytają...
Moi znajomi tez nie jeżdżą przepisowo... ale na rzeszowskich drogach czuje się pewniej jak przekraczają prędkość (może dlatego ze tak samo znam te drogi na pamięć jak oni) niż jak jadą w trase i się spieszą(nikt nie wie co bedzie za zarkętem )
Ja nie miałam wypadku samochodowego, ale niewiele brakowało.
Było ślisko, jechałam 50km/h a zza autobusu wybiegł chłopak.
Ja po hamulcu i mnie zarzuciło. Zdążył przebiec a ja normalnie struchlałam. Teraz jak jadę obok tego miejsca to do 40km/h zwalniam.
Miałam raz wypadek. Wracaliśmy z dyskoteki, samochód przed nami gwałtownie zahamował i wjechaliśmy w niego. Trochę winy mojego szwagra,bo za późno to zauważył. Ja miałam siniaki. Siostra najbardziej poszkodowana,bo rozcięła czoło dość mocno i tak jej zszyli,że biedna całe życie kryje sie pod grzywką.
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) Idź do strony 1, 2, 3Następny
Strona 1 z 3
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach